Stona o Kubie i Castro

Castro Kuba

Niewiele tym razem brakowało, żebym nic z niego nie zrozumiał. Mieszkamy w jednej z najelegantszych dzielnic. Niewiele tym razem brakowało, żebym nic z niego nie zrozumiał. Jest to w każdym razie problem, który mnie nie dotyczy. Moje całe paryskie mieszkanie mogłoby się zmieœcić w pokoju dla milionerów, który zajmuję. ze zdziwieniem patrzę na ich zwarzone twarze. Strzeżonym przed ludŸmi, nie przed roœlinnoœciš. ze zbytkownym szczękaniem zębami patrzę na spotniałych przechodniów. Nie musiałem długo dociekać, jakie przyczyny dajš hotelowi \"Nacional\" jego jeszcze nie kwestionowanš dotšd przewagę. Rozparcelowano jš, chwasty nagle znikły w 1952 roku. Rozparcelowano jš, chwasty nagle znikły w 1952 roku. Tymczasem zwalcza amerykańskoœć przeciwstawiajšc jej swojš przeszłoœć kolonialnš. Szeœć pięter - i ani o jedno więcej oto jego tytuł do szlachectwa. Rewolucjoniœci sš wyrozumiali tylko dla gmachów, które wybudowali ich dziadowie w pierwszym okresie demokracji. Przeciw żarłocznej metropolii, jakš była Hiszpania, Kuba powoływała się niegdyœ na niepodległoœć, na wolnoœć Stanów Zjednoczonych. zaglšdaliœmy wszędzie Całymi godzinami chodziłem z Simone de Beauvoir Te wielkie i ozdobne karoce defilujš z szybkoœciš człowieka idšcego pieszo lub stajš w ogonku za ręcznym wózkiem. Każdy wieczór spuszcza na miasto rwšcy strumień elektrycznego œwiatła Iloœć aut podwoiła się, potroiła. Chevrolet, chrysler, buick, de soto: wozy wszelkich marek. By ożywić ten mały wszechœwiat, dodał do niego prawdziwe lwy w klatkach. rozmigotane i nęcšce nazwy wżerajš się w oczy przechodniów. póŸniej już ich nie ruszano. Kiedy tam byłem, przy wszystkich stolikach mówiono po angielsku. Istniejš kasyna i sale gier we wszystkich hotelach Ale loteria państwowa istnieje. Retinosis pigmentaria - to pojęcie nie z mojego słownika Wobec tego, powiedziałem sobie, wraz z innymi usprawiedliwiony jestem i ja. Istnieje mianowicie - tak mniej więcej mówił Pinos Santos - choroba oczu zwana retinosis pigmentaria, która polega na utracie zdolnoœci patrzenia na boki. le poinformowany podróżnik ma wiele na swoje usprawiedliwienie No tak. Istnieje mianowicie - tak mniej więcej mówił Pinos Santos - choroba oczu zwana retinosis pigmentaria, która polega na utracie zdolnoœci patrzenia na boki. Istnieje mianowicie - tak mniej więcej mówił Pinos Santos - choroba oczu zwana retinosis pigmentaria, która polega na utracie zdolnoœci patrzenia na boki. Ognie rosły, klejnoty pęczniały, stawały się olœniewajšcymi owocami, darł się dywan nocy Właœnie ona nie pozwoliła mi podziwiać tego archipelagu ognia na czarnej szybie morza. Panujš nad wyspš wycieńczonš krwotokiem dewiz. Monopole Stanów Zjednoczonych wprowadzajš na Kubę państwo do państwa. Za każdym dzwonkiem telefonu, za każdym błyskiem neonu jakaœ czšstka dolara opuszcza wyspę i, wraz z innymi, które już na niš czekajš w Stanach Zjednoczonych, znów się tam zrasta w cały dolar. o, były, oczywiœcie, wypieszczone: ich nikle i miedzie lœniły. rzšd wiedział, co robi, gdy tak mocno uderzył w import przedmiotów luksusu Te wozy kubańskiej adaptacji będš służyć Kubie jeszcze długie lata. właœciciele aut nie byli już w stanie dotrzymać kroku rytmowi kontynentu Wyrzucone. Po dziesięciu czy dwudziestu naprawach pozwolš zatrzymać na wyspie dziesięć, dwadzieœcia razy więcej milionów, niż kosztowały. Koniec końców najdroższe marki były dostępne dla portfeli doœć anemicznych - pod tym jednym warunkiem, że się będzie przymierało głodem. Trudno było nie zauważyć, że się w nie pakuje po szeœć, siedem osób i że ich właœciciele sš ubrani skromnie, niekiedy biednie. Ale Kuba przez długi czas pozostawała pod wpływem Stanów Zjednoczonych: amerykańskie drobnomieszczaństwo i najlepiej płatni robotnicy majš, na kontynencie, œrodki na zakupienie auta. - Tacy sš bogaci? Za czyje pienišdze? Kubańczyków. Mam wrażenie, że teraz widzę na przestrzał te wielkie gmachy, te współczesne pałace, i odkrywam ich pochodzenie w złych nawyczkach kraju niedorozwiniętego gospodarczo. - Nikt im nie proponował, żeby go stworzyć??. Mam wrażenie, że teraz widzę na przestrzał te wielkie gmachy, te współczesne pałace, i odkrywam ich pochodzenie w złych nawyczkach kraju niedorozwiniętego gospodarczo. nie mogšc na nich siać, pokryli je budowlami woleli złudnš stałoœć czynszów od przygody przemysłowej. Dzisiaj te wszystkie wspaniałe nieruchomoœci zostały im na karku. Dzisiaj te wszystkie wspaniałe nieruchomoœci zostały im na karku. droga jest pewna, bo trwa się w miejscu. .

orange exstraklasa Koluszki winda Transport Warszawa usługi Szczecin Tarnobrzeg w35|w29|zilosc79|istotneinformacje|readnonstop24h|wydarzenia ano|hotel|skroty 2009|infogood

Poczatek już za nami

w dole, na boisku, dziesištki tysięcy. Poœród tego morza dzieciarni widniała jakby znoszona pršdem tratwa: można by jš nazwać na upartego trybunš - kilka zebranych do kupy desek na szczudłach z dyli, które jeszcze wczoraj były drzewkami. Castro tak właœnie sobie życzył: żeby móc mówić do swoich młodych słuchaczy jak najbardziej z bliska. Drewniana, przeœwitujšca jak rzeszoto balustrada udawała, że zabezpiecza tę byle jakš, bitš falami estradę widziałem go z tyłu. - Tędy - młody rebeliant w mundurze torowałł nam drogę. Schodziliœmy po stopniach w dół. Z pierwszego rzędu przeszliœmy po pomoœcie i znaleŸliœmy się wœród rebeliantów. Castro kończył przemowę. Niepokoił się że może go dotknš, jak często robiš kobiety, by mu trochę ukraœć jego zuchwałych zasług, Jego szczęœcia. Wreszcie wysiedliœmy, stawiajšc naszego buicka między packardem a chevroletem. - To tam - powiedział rebeliancki żołnierz.. Zobaczyłem stadion. Na ławkach stadionu, u moich stóp, tysišce dzieciaków czekały go jeszcze tego samego dnia dwa przemówienia w dole, na boisku, dziesištki tysięcy. Poœród tego morza dzieciarni widniała jakby znoszona pršdem tratwa: można by jš nazwać na upartego trybunš - kilka zebranych do kupy desek na szczudłach z dyli, które jeszcze wczoraj były drzewkami. Castro tak właœnie sobie życzył: żeby móc mówić do swoich młodych słuchaczy jak najbardziej z bliska. Drewniana, przeœwitujšca jak rzeszoto balustrada udawała, że zabezpiecza tę byle jakš, bitš falami estradę dzieci i doroœli zasłaniali się przed słońcem okršgłymi kapeluszami. Właœnie te słomiane kapelusze z wywiniętym rondem sš dla mieszczuchów bardziej jeszcze niż maczety symbolem pracy w polu. Wszyscy œmieli się, rozprawiali z ożywieniem, oczekiwali czegoœ. Czego? Ze zobaczš Fidela, to jasne mała blondyneczka trzymała za lewy, mały brunecik za prawy. Powoli wytworzyła się niecodzienna więŸ między tłumem dzieci a Fidelem. Jeszcze na coœ czekały ostatnie z nich było najważniejsze: miał przemawiać w Hawanie do przedstawicieli zwišzków zawodowych, aby poœwięcili częœć zarobków na pierwsze inwestycje, które by dały poczštek akcji uprzemysławiania kraju. Tymczasem czuł, że głos mu zaczyna coraz bardziej chrypieć. Wzišł szybsze tempo trwał na trybunie, ale niemal zbity z tropu: on, który zespalał się bez reszty w każdym ze swoich aktów w służbie narodu, stał zaskoczony, że ogranicza się do tej nagiej, prawie biernej obecnoœci. Ujšł pod pachy małego kraba, który mu się przypišł do prawego buta że może go dotknš, jak często robiš kobiety, by mu trochę ukraœć jego zuchwałych zasług, Jego szczęœcia. Wreszcie wysiedliœmy, stawiajšc naszego buicka między packardem a chevroletem. - To tam - powiedział rebeliancki żołnierz.. Zobaczyłem stadion. Na ławkach stadionu, u moich stóp, tysišce dzieciaków trwał na trybunie, ale niemal zbity z tropu: on, który zespalał się bez reszty w każdym ze swoich aktów w służbie narodu, stał zaskoczony, że ogranicza się do tej nagiej, prawie biernej obecnoœci. Ujšł pod pachy małego kraba, który mu się przypišł do prawego buta w dole, na boisku, dziesištki tysięcy. Poœród tego morza dzieciarni widniała jakby znoszona pršdem tratwa: można by jš nazwać na upartego trybunš - kilka zebranych do kupy desek na szczudłach z dyli, które jeszcze wczoraj były drzewkami. Castro tak właœnie sobie życzył: żeby móc mówić do swoich młodych słuchaczy jak najbardziej z bliska. Drewniana, przeœwitujšca jak rzeszoto balustrada udawała, że zabezpiecza tę byle jakš, bitš falami estradę trwał na trybunie, ale niemal zbity z tropu: on, który zespalał się bez reszty w każdym ze swoich aktów w służbie narodu, stał zaskoczony, że ogranicza się do tej nagiej, prawie biernej obecnoœci. Ujšł pod pachy małego kraba, który mu się przypišł do prawego buta widziałem go z tyłu. - Tędy - młody rebeliant w mundurze torowałł nam drogę. Schodziliœmy po stopniach w dół. Z pierwszego rzędu przeszliœmy po pomoœcie i znaleŸliœmy się wœród rebeliantów. Castro kończył przemowę. Niepokoił się dotknšć buta, ręki, tylko co potem? Chciał jakoœ wykorzystać spotkanie z człowiekiem, który go teraz trzymał, w swoich silnych rękach dotknšć buta, ręki, tylko co potem? Chciał jakoœ wykorzystać spotkanie z człowiekiem, który go teraz trzymał, w swoich silnych rękach na przypieczętowanie jego obecnoœci jakimœ aktem, ów akt był widoczny: koszary, którym teraz przygięły kark wieńce pokoju. Ale był to akt zapowiadany od tak dawna, że stracił na œwieżoœci. W gruncie rzeczy ci uczniowie nie wiedzieli, czego chcš - prócz tego może, żeby mieć prawdziwe œwięto, jednoczšce w swoim blasku przeszłoœć, która się już zacierała, z przyobiecanš im przyszłoœciš. Fidel musiał to dokładnie wyczuwać podniósł go w górę, chłopak wołał bez przerwy. - I czegóż ty chcesz? - zapytał. - ChodŸ do nas! - krzyczał malec. - ChodŸ ddo naszej wsi! - Coœ tam nie w porzšdku? Chłopaczek był chudziutki, oczy miał błyszczšce, zapadłe na trybunie zmieszany Castro. Wreszcie wzišł podany przez któregoœ dzieciaka słomiany kapelusz i włożył go sobie na głowę, bez cienia uœmiechu. Podkreœlam to, bo scena rzadka: Castro nienawidzi demagogicznych chwytów i jakichkolwiek charakteryzacii. Uciekł się do aktu symbolicznego, ponieważ żaden inny nie mógł tu wchodzić w grę. Słomiany kapelusz szybko został zdjęty znalazł się przez chwilę na głowie Guevary, po czym - nie wiem nawet, jak do tego doszło - wylšdował na mojej na przypieczętowanie jego obecnoœci jakimœ aktem, ów akt był widoczny: koszary, którym teraz przygięły kark wieńce pokoju. Ale był to akt zapowiadany od tak dawna, że stracił na œwieżoœci. W gruncie rzeczy ci uczniowie nie wiedzieli, czego chcš - prócz tego może, żeby mieć prawdziwe œwięto, jednoczšce w swoim blasku przeszłoœć, która się już zacierała, z przyobiecanš im przyszłoœciš. Fidel musiał to dokładnie wyczuwać zapowiadał mi, że o siódmej czterdzieœci pięć Fidel Castro będzie w hotelu, by nas z sobš zabrać. O siódmej czterdzieœci pięć telefon: doktor Castro czeka na mnie w hallu. Nie byłem gotów. Zszedłem na dół dopiero w dziesięć minut póŸniej. Nie było go w hallu nie patrzył na mnie. Miał na sobie najprostszy rebeliancki mundur: koszula i spodnie khaki, poniżej kolan cholewy czarnych butów bardziej niż to spóŸnienie irytowała go nieobecnoœć tłumacza: Arcocha nie został uprzedzony na czas dotknšć buta, ręki, tylko co potem? Chciał jakoœ wykorzystać spotkanie z człowiekiem, który go teraz trzymał, w swoich silnych rękach nie patrzył na mnie. Miał na sobie najprostszy rebeliancki mundur: koszula i spodnie khaki, poniżej kolan cholewy czarnych butów wszystko to schludne, ale podniszczone. Był z gołš głowš, na której panował bujny nieład włosów około setki żołnierzy rebelianckich z łopatami i karabinami - mężczyzn i kobiet - którzy mieli przedefilować przed Fidelem, nie mogło się teraz przecisnšć przez zwarty tłum. Wokół trybuny szaleństwo entuzjazmu na trybunie zmieszany Castro. Wreszcie wzišł podany przez któregoœ dzieciaka słomiany kapelusz i włożył go sobie na głowę, bez cienia uœmiechu. Podkreœlam to, bo scena rzadka: Castro nienawidzi demagogicznych chwytów i jakichkolwiek charakteryzacii. Uciekł się do aktu symbolicznego, ponieważ żaden inny nie mógł tu wchodzić w grę. Słomiany kapelusz szybko został zdjęty widziałem, że bywały tragiczne lub gniewne, ale zmysłowe nigdy. Chyba tylko wówczas, kiedy zwierały się jak pięœć wokół długiego, prawie zawsze wygasłego cygara. Ruszyliœmy w drogę zostawiajšc dla Arcochy informację, gdzie będzie mógł nas znaleŸć wšsy i broda - mniej obfite asystowaliœmy temu wszystkiemu, chodziliœmy oglšdać. Położyłem się spać o pištej rano. W dwie godziny póŸniej wyrwał mnie ze snu donoœny, rzeœki głos Franquiego jeżeli ktoœ miał puste kieszenie, jego stopa nie postała na kubańskim piasku. Od wyzwolenia plaże sš własnoœciš narodowš. Wcišż nachmurzony Castro stwierdził krótko, że ma zamiar pokazać nam kilka plaż, a zwłaszcza najsłynniejszš z nich, Veradero, o sto kilometrów od Hawany. Więc nowe nieporozumienie widziałem, że bywały tragiczne lub gniewne, ale zmysłowe nigdy. Chyba tylko wówczas, kiedy zwierały się jak pięœć wokół długiego, prawie zawsze wygasłego cygara. Ruszyliœmy w drogę zostawiajšc dla Arcochy informację, gdzie będzie mógł nas znaleŸć jedna kobieta przy kabinach, druga przy bufecie kiosku z napojami i mężczyzna wyglšdajšcy na nadzorcę. Wszyscy nas zapewniali z niezachwianš wiarš, że jeszcze dziœ zjawiš się tu robotnicy, że tylko ich patrzeć. - Dużo ich będzie? - Przyjdš poniektórzy. Castro nieco spochmurniał. Wszystko chciał teraz obejrzeć, do ręczników włšcznie. I wszystko nam pokazywał, ale był to właœnie jego sposób oglšdania. W końcu zaprosił nas na lemoniadę. Ledwo zamoczył w niej wargi, odstawił szklankę i powiedział donoœnie: "ciepła". Nie dodawszy ani słowa, stał z na wpół otwartymi ustami. Był posępny wšsy i broda - mniej obfite wyjeżdżaliœmy więc bez tłumacza, ale wszystko było lepsze od tego idiotycznego czekania w naprężonej atmosferze. Rozmowa toczyła się powoli, z rzadka, po angielsku. Jechaliœmy wzdłuż morza i szerokich połaci jasnego piasku. Przed 1950 rokiem plaże stanowiły, wraz z przybrzeżnymi willami, własnoœć prywatnš widziałem, że bywały tragiczne lub gniewne, ale zmysłowe nigdy. Chyba tylko wówczas, kiedy zwierały się jak pięœć wokół długiego, prawie zawsze wygasłego cygara. Ruszyliœmy w drogę zostawiajšc dla Arcochy informację, gdzie będzie mógł nas znaleŸć jak dotšd, bez skutku. Nie może się jednak wyrzec goœci zjeżdżajšcych tu zimš i wiosnš. Tymczasem próbuje wyrównać straty organizujšc turystykę krajowš. Przede wszystkim stara się jš spopularyzować wœród ludzi pracy. Ta nie znana ubogim robotnikom przyjemnoœć winna się jednoczeœnie przyczynić do poszerzenia rynku wewnętrznego. Ale dotšd jeszcze niewiele zdołano zdziałać takie niedopatrzenie jak to tutaj byłoby więc drobiazgiem bez znaczenia, gdyby jednoczeœnie nie œwiadczyło o braku œwiadomoœci rewolucyjnej: jeżeli na każdej plaży nie zrobimy wszystkiego, co należy dla ludzi zrobić, ludzie wywnioskujš z tego, że nie za bardzo życzymy sobie ich przyjœcia, i nie przyjdš. A jeżeli ktoœ nie robi wszystkiego, co może zrobić, i więcej niż może, to twierdzę, że wtedy dzieje się tak, jakby w ogóle nic nie robił. Zakończył tę reprymendę burkliwym zdaniem, które zanotowałem: - Powiedzcie waszemu kierownikowi, że jeżelli nie będzie się zajmować swoimi sprawami, to będzie miał sprawę ze mnš. Już poprzednio, w zwišzku z reformš rolnš, uœwiadomiłem sobie siłę tej myœli ujmujšcej sprawy w ich całokształcie. Teraz, gdy zobaczyłem, jak na tej pustej plaży grzebał z przejęciem w popsutej lodówce, zrozumiałem, że jest także człowiekiem najdrobniejszych szczegółów. Czy też raczej, że w każdej okolicznoœci wišże w jedno szczegół i całoœć. Nowe auto zatrzymało się za naszym: nareszcie dołšczyli tłumacz i reporter. Castro odzyskał dobry humor jak dotšd, bez skutku. Nie może się jednak wyrzec goœci zjeżdżajšcych tu zimš i wiosnš. Tymczasem próbuje wyrównać straty organizujšc turystykę krajowš. Przede wszystkim stara się jš spopularyzować wœród ludzi pracy. Ta nie znana ubogim robotnikom przyjemnoœć winna się jednoczeœnie przyczynić do poszerzenia rynku wewnętrznego. Ale dotšd jeszcze niewiele zdołano zdziałać sprawiło to pierwsze spotkanie z chłopami. Wjechaliœmy na bocznš drogę. Po lewej, już na pewnej wysokoœci, widać było barierę na cóż mi, mówiłem sobie, te jakieœ plaże? Czegoœ innego oczekuję od Fidela Castro. Okazało się, że jest to jego podróż inspekcyjna, i powinienem był o tym wiedzieć. Przed 1957 rokiem jedno z głównych Ÿródeł dochodów stanowiła dla wyspy turystyka zagraniczna, zwłaszcza porš zimowš. Ustała z wojnš. Kuba straciła miliony dolarów. Rewolucyjny rzšd dużo zrobił, by jš ożywić takie niedopatrzenie jak to tutaj byłoby więc drobiazgiem bez znaczenia, gdyby jednoczeœnie nie œwiadczyło o braku œwiadomoœci rewolucyjnej: jeżeli na każdej plaży nie zrobimy wszystkiego, co należy dla ludzi zrobić, ludzie wywnioskujš z tego, że nie za bardzo życzymy sobie ich przyjœcia, i nie przyjdš. A jeżeli ktoœ nie robi wszystkiego, co może zrobić, i więcej niż może, to twierdzę, że wtedy dzieje się tak, jakby w ogóle nic nie robił. Zakończył tę reprymendę burkliwym zdaniem, które zanotowałem: - Powiedzcie waszemu kierownikowi, że jeżelli nie będzie się zajmować swoimi sprawami, to będzie miał sprawę ze mnš. Już poprzednio, w zwišzku z reformš rolnš, uœwiadomiłem sobie siłę tej myœli ujmujšcej sprawy w ich całokształcie. Teraz, gdy zobaczyłem, jak na tej pustej plaży grzebał z przejęciem w popsutej lodówce, zrozumiałem, że jest także człowiekiem najdrobniejszych szczegółów. Czy też raczej, że w każdej okolicznoœci wišże w jedno szczegół i całoœć. Nowe auto zatrzymało się za naszym: nareszcie dołšczyli tłumacz i reporter. Castro odzyskał dobry humor nie dlatego jednak, że angielski został zastšpiony hiszpańskim jedna kobieta przy kabinach, druga przy bufecie kiosku z napojami i mężczyzna wyglšdajšcy na nadzorcę. Wszyscy nas zapewniali z niezachwianš wiarš, że jeszcze dziœ zjawiš się tu robotnicy, że tylko ich patrzeć. - Dużo ich będzie? - Przyjdš poniektórzy. Castro nieco spochmurniał. Wszystko chciał teraz obejrzeć, do ręczników włšcznie. I wszystko nam pokazywał, ale był to właœnie jego sposób oglšdania. W końcu zaprosił nas na lemoniadę. Ledwo zamoczył w niej wargi, odstawił szklankę i powiedział donoœnie: "ciepła". Nie dodawszy ani słowa, stał z na wpół otwartymi ustami. Był posępny jak dotšd, bez skutku. Nie może się jednak wyrzec goœci zjeżdżajšcych tu zimš i wiosnš. Tymczasem próbuje wyrównać straty organizujšc turystykę krajowš. Przede wszystkim stara się jš spopularyzować wœród ludzi pracy. Ta nie znana ubogim robotnikom przyjemnoœć winna się jednoczeœnie przyczynić do poszerzenia rynku wewnętrznego. Ale dotšd jeszcze niewiele zdołano zdziałać takie niedopatrzenie jak to tutaj byłoby więc drobiazgiem bez znaczenia, gdyby jednoczeœnie nie œwiadczyło o braku œwiadomoœci rewolucyjnej: jeżeli na każdej plaży nie zrobimy wszystkiego, co należy dla ludzi zrobić, ludzie wywnioskujš z tego, że nie za bardzo życzymy sobie ich przyjœcia, i nie przyjdš. A jeżeli ktoœ nie robi wszystkiego, co może zrobić, i więcej niż może, to twierdzę, że wtedy dzieje się tak, jakby w ogóle nic nie robił. Zakończył tę reprymendę burkliwym zdaniem, które zanotowałem: - Powiedzcie waszemu kierownikowi, że jeżelli nie będzie się zajmować swoimi sprawami, to będzie miał sprawę ze mnš. Już poprzednio, w zwišzku z reformš rolnš, uœwiadomiłem sobie siłę tej myœli ujmujšcej sprawy w ich całokształcie. Teraz, gdy zobaczyłem, jak na tej pustej plaży grzebał z przejęciem w popsutej lodówce, zrozumiałem, że jest także człowiekiem najdrobniejszych szczegółów. Czy też raczej, że w każdej okolicznoœci wišże w jedno szczegół i całoœć. Nowe auto zatrzymało się za naszym: nareszcie dołšczyli tłumacz i reporter. Castro odzyskał dobry humor znalazłem się w gromadzie wysokich, smukłych chłopów zasłonili mi go. Nagłe usłyszałem gromki - besztajšcy i zawiedziony - głos: - No gdzie ta wieœ? Gdzie ta wieœ? Zbici z tropu chłopi odsunęli się. Wszyscy patrzyli na niego dalej zachowywały się z całš bezpoœrednioœciš, jakby przeœwiadczone, że ta pretensja nie może odnosić się do nich. - To nie ma lodówki? - spytał Castro. - Jest mało brakowało, żeby zaczšł go rozbierać. Kiedy się wreszcie zwrócił do kobiety, jego słowa brzmiały surowo, ale wyraŸnie było widać, że ta cała surowoœć nie jest skierowana pod jej adresem. - Każdemu może się zdarzyć - mówił - że gdyy ma pragnienie, akurat nie będzie innego napoju jak tylko ciepły albo i w ogóle żadnego mieliœcie rację... - Castro zawahał się. - Dajcie mi kawałek kija - powiedział. Przyniesiono mu gałšŸ. Usiłował narysować niš plan na kurzu pokrywajšcym ziemię. Odrzucił gałšŸ. - Dajcie papieru i węgla. Ktoœ pobiegł, przyniósł arkusz papieru do pakowania i kawałek węgla drzewnego. - W porzšdku. No więc tak... Klapnšł na ziemię, wycišgnšł się na brzuchu, wsparł na łokciu lewej ręki i prawš zaczšł rysować. Wyjaœniajšc, o co mu chodzi, zapełniał powierzchnię papieru grubymi węglowymi krechami. Pochyliłem się razem z innymi słomiane kapelusze i ciemne głowy pochyliły się nad Fidelem. Długa debata: spółdzielnia prosi Fidela, żeby jš odwiedził, Fidel powtarza, że musi jechać dalej. Powiedziano mu wreszcie, że spółdzielnia może się poszczycić nie lada osišgnięciem: chociaż jeszcze nie otrzymała od I.N.R.A. planu budowy wsi, wzięła się na ambit i przed czasem rozpoczęła robotę z pomocš robotników przyjeżdżajšcych z miasta, buduje swojš wieœ już od miesišca z górš, w każdš niedzielę, tak że za miesišc wszystko będzie gotowe. - ChodŸ, Fidel, chodŸ! ChodŸ zobaczyć, co rrobimy! Castro stał już obok nich: miał brwi zmarszczone, jakby bardziej powodowała nim nieufnoœć niż podziw. Wielkimi krokami ruszył na drugš stronę drogi, pchnšł barierę, my za nim, depcšc mu po piętach w tym samym momencie jeden z mężczyzn skoczył na maskę samochodu: więc zahamować albo wypadek. Auto stanęło nieszczęœnicy, przecież to wy macie w nich mieszkać. - Znaczy się - urażonym głosem odezwał się młody chłop - Ÿle, żeœmy się wczeœnie wzięli do roboty? Nie mieliœmy racji? A sam mówiłeœ, żeby nie tracić czasu, żeby prędzej, a teraz... - Nie auto zwolniło mieliœcie rację... - Castro zawahał się. - Dajcie mi kawałek kija - powiedział. Przyniesiono mu gałšŸ. Usiłował narysować niš plan na kurzu pokrywajšcym ziemię. Odrzucił gałšŸ. - Dajcie papieru i węgla. Ktoœ pobiegł, przyniósł arkusz papieru do pakowania i kawałek węgla drzewnego. - W porzšdku. No więc tak... Klapnšł na ziemię, wycišgnšł się na brzuchu, wsparł na łokciu lewej ręki i prawš zaczšł rysować. Wyjaœniajšc, o co mu chodzi, zapełniał powierzchnię papieru grubymi węglowymi krechami. Pochyliłem się razem z innymi nieszczęœnicy, przecież to wy macie w nich mieszkać. - Znaczy się - urażonym głosem odezwał się młody chłop - Ÿle, żeœmy się wczeœnie wzięli do roboty? Nie mieliœmy racji? A sam mówiłeœ, żeby nie tracić czasu, żeby prędzej, a teraz... - Nie poczuli, krótko mówišc, że temu olbrzymowi, który tu leżał na pokrytej kurzem ziemi, zależy na nich. Ze sš mu drodzy. nie reprodukował planu ustalonego przez I.N.R.A. spółdzielnia za daleko już odeszła od tego planu, by mogła teraz wrócić: musiałaby postawić krzyżyk na wszystkim, co dotšd zrobiła. Fidel próbował - z tym samym przejęciem, jakie widziałem u niego w każdej okolicznoœci - przystosować oficjalny plan do tutejszej sytuacji i dać chłopom taki model wsi nadajšcej się do zamieszkania, który by jednoczeœnie jak najmniej odbiegał od tego, co już zrobiono. Podniósł wreszcie głowę i wręczył im szkic. - Jasne? Przyglšdałem się im z ciekawoœciš zrozumiałem spółdzielnia za daleko już odeszła od tego planu, by mogła teraz wrócić: musiałaby postawić krzyżyk na wszystkim, co dotšd zrobiła. Fidel próbował - z tym samym przejęciem, jakie widziałem u niego w każdej okolicznoœci - przystosować oficjalny plan do tutejszej sytuacji i dać chłopom taki model wsi nadajšcej się do zamieszkania, który by jednoczeœnie jak najmniej odbiegał od tego, co już zrobiono. Podniósł wreszcie głowę i wręczył im szkic. - Jasne? Przyglšdałem się im z ciekawoœciš nie reprodukował planu ustalonego przez I.N.R.A. .

Dwóch zalet wymaga się od jego goœci przybywajšcych tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. Często spotykam w hallu rosłych Yankees (tak się jeszcze nazywa ich na Kubie, chyba żeby się mówiło Americano) Moje całe paryskie mieszkanie mogłoby się zmieœcić w pokoju dla milionerów, który zajmuję. ze zbytkownym szczękaniem zębami patrzę na spotniałych przechodniów. Strzeżonym przed ludŸmi, nie przed roœlinnoœciš. Vedado było strzeżonym terenem polowań. Strzeżonym przed ludŸmi, nie przed roœlinnoœciš. Strzeżonym przed ludŸmi, nie przed roœlinnoœciš. Owszem, mnie osobiœcie drapacze chmur się podobajš Lecz wszędzie ich pełno \"Nacional\", oczywiœcie, nie jest znów taki stary, ale wyłonił się z ziemi przed upadkiem, przed rezygnacjš. \"Jeszcze jedno, kto powie więcej?\" Przy pięćdziesięciu piętrach jest się wprawdzie drapaczem chmur, lecz kieszonkowym Wyœcig pięter. O rewolucji, rzecz jasna, opowiadano mi dzień w dzień zaglšdaliœmy wszędzie Przeciw Stanom Zjednoczonym sięga dziœ do korzeni narodu i wskrzesza zmarłych kolonizatorów. Więc bšdŸ co bšdŸ przeciwstawianie jednej formy luksusu innej jego formie. zaglšdaliœmy wszędzie wszędzie zachłyst neonów zachwalajšcych produkty made in USA. uważałem, że nic się nie zmieniło. By ożywić ten mały wszechœwiat, dodał do niego prawdziwe lwy w klatkach. Nocnych lokali jest więcej niż kiedykolwiek. Roi się od nich wokół Prado Kiedy tam byłem, przy wszystkich stolikach mówiono po angielsku. póŸniej już ich nie ruszano. W \"Tropicana\" - największym dansingu œwiata - tłumy przy zielonych stolikach. Z całej wyspy zobaczy tyilko miasto o wspaniałych bulwarach, gdzie się sprzedaje w jak najbardziej nowoczesnych magazynach artykuły najwyższej jakoœci. Istniejš kasyna i sale gier we wszystkich hotelach Ale loteria państwowa istnieje. do dziœ rano nie wiedziałem, co za chorobę ono oznacza. Doznałem uczucia, że moje dotychczasowe wyobrażenia biorš w łeb: ujrzałem nagle, że chcšc odkryć prawdę o tej wyspie, trzeba zaczšć od drugiego końca. Ale już przed kilkoma dniami zrozumiałem swojš wielkš omyłkę. to tylko okolicznoœć obcišżajšca widziałem, jak na ziemi ukazujš się œwietliste łuny, ale mówiłem sobie: \"To błyszczy obce złoto\". widziałem, jak na ziemi ukazujš się œwietliste łuny, ale mówiłem sobie: \"To błyszczy obce złoto\". Te bogactwa nie były kubańskie. Te bogactwa nie były kubańskie. Otóż spoistoœć narodu zależy od stopnia łšcznoœci istniejšcej między jego obywatelami. Przyjrzałem się im lepiej i wreszcie dojrzałem na nich pierwszy œlad pazura Rewolucji Panujš nad wyspš wycieńczonš krwotokiem dewiz. Panujš nad wyspš wycieńczonš krwotokiem dewiz. Posiadanie auta w Europie idzie w parze z komfortem mieszkaniowym, z zamożnoœciš. w Chicago, w Milwaukee ich bliŸniaki leżały na cmentarzach samochodów. - Tacy sš bogaci? Za czyje pienišdze? Kubańczyków. Ale Kuba przez długi czas pozostawała pod wpływem Stanów Zjednoczonych: amerykańskie drobnomieszczaństwo i najlepiej płatni robotnicy majš, na kontynencie, œrodki na zakupienie auta. - Nie to - odpowiedział. - Nie to - odpowiedział. - Nikt im nie proponował, żeby go stworzyć??. Taki u nas zwyczaj, że wszystko w budownictwo. W co mieliby według pana inwestować, jeżeli przemysł kubański nie istniał?. woleli złudnš stałoœć czynszów od przygody przemysłowej. Na Kubie bogactwem jest ziemia Mam wrażenie, że teraz widzę na przestrzał te wielkie gmachy, te współczesne pałace, i odkrywam ich pochodzenie w złych nawyczkach kraju niedorozwiniętego gospodarczo. nie mogšc na nich siać, pokryli je budowlami .

Co im tak strasznie dolega? Miliony czy wrażliwoœć?. Co o nim powiedzieć? Jedwabie, parawany, kwiaty na haftach i w wazonach, dwa dwuosobowe łóżka dla mnie jednego, wszelki komfort. Do samego końca dociskam urzšdzenie klimatyzacyjne, żeby się narozkoszować zimnym powietrzem bogaczy. Moje całe paryskie mieszkanie mogłoby się zmieœcić w pokoju dla milionerów, który zajmuję. Często spotykam w hallu rosłych Yankees (tak się jeszcze nazywa ich na Kubie, chyba żeby się mówiło Americano) Co o nim powiedzieć? Jedwabie, parawany, kwiaty na haftach i w wazonach, dwa dwuosobowe łóżka dla mnie jednego, wszelki komfort. Rozparcelowano jš, chwasty nagle znikły w 1952 roku. Nie musiałem długo dociekać, jakie przyczyny dajš hotelowi \"Nacional\" jego jeszcze nie kwestionowanš dotšd przewagę. Strzeżonym przed ludŸmi, nie przed roœlinnoœciš. te z Vedado sš ładne, gdy je oglšdać z osobna. Więc wycišgajš szyje, żeby przez ramię sšsiada dojrzeć morze. A jeszcze i to: rewolucja tworzy własnš architekturę, która będzie piękna Przeciw Stanom Zjednoczonym sięga dziœ do korzeni narodu i wskrzesza zmarłych kolonizatorów. Tymczasem szukałem jej po ulicach stolicy. Tymczasem zwalcza amerykańskoœć przeciwstawiajšc jej swojš przeszłoœć kolonialnš. Ale - mówiłem sobie - przecież narodowe aspiracje Kuby nie mogły się ograniczyć tylko do tego. \"Nacional\", oczywiœcie, nie jest znów taki stary, ale wyłonił się z ziemi przed upadkiem, przed rezygnacjš. Każdy wieczór spuszcza na miasto rwšcy strumień elektrycznego œwiatła jada się w nich rzeczywiœcie nieŸle, ale rachunki nie wynoszš nigdy mniej niż trzy tysišce franków na głowę, a często sięgajš powyżej pięciu tysięcy. uważałem, że nic się nie zmieniło. Te wielkie i ozdobne karoce defilujš z szybkoœciš człowieka idšcego pieszo lub stajš w ogonku za ręcznym wózkiem. Nocnych lokali jest więcej niż kiedykolwiek. Więc gry hazardowe na Kubie? Jeszcze dotšd uprawia się gry hazardowe? Jeden z naszych towarzyszy odpowiedział krótko:. rozmigotane i nęcšce nazwy wżerajš się w oczy przechodniów. póŸniej już ich nie ruszano. nad ich wejœciami odzyskuje swoje prawa elektrycznoœć Otóż nic podobnego Niebo dziœ rano bezchmurne, siedzę przy swoim stole, widzę przez okna tłum podniebnych graniastosłupów i czuję się wyleczony z tej złoœliwej choroby, przez którš omal bym nie dostrzegł prawdy o Kubie. Ale już przed kilkoma dniami zrozumiałem swojš wielkš omyłkę. Z całej wyspy zobaczy tyilko miasto o wspaniałych bulwarach, gdzie się sprzedaje w jak najbardziej nowoczesnych magazynach artykuły najwyższej jakoœci. to tylko okolicznoœć obcišżajšca Ale już przed kilkoma dniami zrozumiałem swojš wielkš omyłkę. Produkcję i dystrybucję energii elektrycznej dla całej wyspy zapewnia towarzystwo amerykańskie. widziałem, jak na ziemi ukazujš się œwietliste łuny, ale mówiłem sobie: \"To błyszczy obce złoto\". Ognie rosły, klejnoty pęczniały, stawały się olœniewajšcymi owocami, darł się dywan nocy Monopole Stanów Zjednoczonych wprowadzajš na Kubę państwo do państwa. Kiedy więc Kubańczycy telefonujš do siebie, ich rozmowa odbywa się koniec końców za życzliwym przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych. Panujš nad wyspš wycieńczonš krwotokiem dewiz. o, były, oczywiœcie, wypieszczone: ich nikle i miedzie lœniły. Panujš nad wyspš wycieńczonš krwotokiem dewiz. Najczęœciej kupujš je klasy œrednie. Po dziesięciu czy dwudziestu naprawach pozwolš zatrzymać na wyspie dziesięć, dwadzieœcia razy więcej milionów, niż kosztowały. Przynajmniej na tym odcinku krwotok został zahamowany. Najczęœciej kupujš je klasy œrednie. Kubańczycy naœladowali Jankesów nie majšc ich œrodków. - Nie to - odpowiedział. Pewnego wieczoru zaczšłem pytać - Franqui, dyrektora dziennika \"Rewolucja\", o tę goršczkę, która w 1952 roku opanowała Vedado. to ona daje kilku rodzinom miliardy i niemalże szlachectwo. Na Kubie bogactwem jest ziemia Mieszczanie, zapatrzeni w pozornš nieruchomoœć ziemi, wyobrazili sobie, że właœnie ten bezruch zapewnia trwałoœć dochodów z posiadania gruntu. W braku ziemi uprawnej, nabywali inne tereny nie mogšc na nich siać, pokryli je budowlami W braku ziemi uprawnej, nabywali inne tereny Na Kubie run \"skyscrapersów\" miał tylko jeden sens: obnażył upartš niechęć oszczędzajšcego mieszczanina do industrializacji kraju. .

sš eleganccy i wysportowani Co im tak strasznie dolega? Miliony czy wrażliwoœć?. Mieszkamy w jednej z najelegantszych dzielnic. Co im tak strasznie dolega? Miliony czy wrażliwoœć?. Często spotykam w hallu rosłych Yankees (tak się jeszcze nazywa ich na Kubie, chyba żeby się mówiło Americano) Moje całe paryskie mieszkanie mogłoby się zmieœcić w pokoju dla milionerów, który zajmuję. Vedado było strzeżonym terenem polowań. Nie musiałem długo dociekać, jakie przyczyny dajš hotelowi \"Nacional\" jego jeszcze nie kwestionowanš dotšd przewagę. Więc wycišgajš szyje, żeby przez ramię sšsiada dojrzeć morze. oto jego tytuł do szlachectwa. Szeœć pięter - i ani o jedno więcej Znaczna ich częœć to hotele: \"Habana Hilton\", \"Capri\" i dwadzieœcia innych. Więc wycišgajš szyje, żeby przez ramię sšsiada dojrzeć morze. O rewolucji, rzecz jasna, opowiadano mi dzień w dzień zaglšdaliœmy wszędzie Całymi godzinami chodziłem z Simone de Beauvoir Ale - mówiłem sobie - przecież narodowe aspiracje Kuby nie mogły się ograniczyć tylko do tego. Iloœć aut podwoiła się, potroiła. A przecież wiedzieliœmy, że rzšd obłożył podatkami import towarów luksusowych. Chevrolet, chrysler, buick, de soto: wozy wszelkich marek. Kiedy tam byłem, przy wszystkich stolikach mówiono po angielsku. Istnieje legion luksusowych restauracji Istnieje legion luksusowych restauracji Kiedy tam byłem, przy wszystkich stolikach mówiono po angielsku. póŸniej już ich nie ruszano. Retinosis pigmentaria - to pojęcie nie z mojego słownika póŸniej już ich nie ruszano. do dziœ rano nie wiedziałem, co za chorobę ono oznacza. Znalazłem je czytajšc przemówienie, które kubański minister Oscar Pinos Santos wygłosił pierwszego lipca 1959 r. Wszyscy ci, którzy stšd odjeżdżajš z optymistycznš wizjš Kuby, to ciężko chorzy: widzš to, co na wprost, nigdy nic nie dojrzš kštem oka. jeżeli turysta uległ mistyfikacji i odjeżdża zadowolony, jest kalekš. Doznałem uczucia, że moje dotychczasowe wyobrażenia biorš w łeb: ujrzałem nagle, że chcšc odkryć prawdę o tej wyspie, trzeba zaczšć od drugiego końca. Samolot pikował już nosem w mrowie klejnotów, między diamenty, rubiny, turkusy. I naraz przypomniała mi się jedna z ostatnich rozmów. Otóż spoistoœć narodu zależy od stopnia łšcznoœci istniejšcej między jego obywatelami. Otóż spoistoœć narodu zależy od stopnia łšcznoœci istniejšcej między jego obywatelami. Przyjrzałem się im lepiej i wreszcie dojrzałem na nich pierwszy œlad pazura Rewolucji Za każdym dzwonkiem telefonu, za każdym błyskiem neonu jakaœ czšstka dolara opuszcza wyspę i, wraz z innymi, które już na niš czekajš w Stanach Zjednoczonych, znów się tam zrasta w cały dolar. Przyjrzałem się im lepiej i wreszcie dojrzałem na nich pierwszy œlad pazura Rewolucji o, były, oczywiœcie, wypieszczone: ich nikle i miedzie lœniły. Kuba wypadła z kursu Nauczyłem się także patrzeć inaczej na Vedado i jego drapacze chmur. Przynajmniej na tym odcinku krwotok został zahamowany. Posiadanie auta w Europie idzie w parze z komfortem mieszkaniowym, z zamożnoœciš. Kubańczycy przystawali na to, żeby w swoich własnych czterech œcianach przymierać, ale za to móc się pokazać publicznie przy kierownicy chryslera. Któż to tam budował? Kubańczycy. nierozważny fabrykant musiał więc w końcu zrozumieć. Mam wrażenie, że teraz widzę na przestrzał te wielkie gmachy, te współczesne pałace, i odkrywam ich pochodzenie w złych nawyczkach kraju niedorozwiniętego gospodarczo. nie mogšc na nich siać, pokryli je budowlami nierozważny fabrykant musiał więc w końcu zrozumieć. Mieszczanie, zapatrzeni w pozornš nieruchomoœć ziemi, wyobrazili sobie, że właœnie ten bezruch zapewnia trwałoœć dochodów z posiadania gruntu. droga jest pewna, bo trwa się w miejscu. Na Kubie run \"skyscrapersów\" miał tylko jeden sens: obnażył upartš niechęć oszczędzajšcego mieszczanina do industrializacji kraju. .

Dwóch zalet wymaga się od jego goœci przybywajšcych tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. To miasto, nieskomplikowane w 1949 roku, zbiło mnie z tropu. ze zdziwieniem patrzę na ich zwarzone twarze. ze zdziwieniem patrzę na ich zwarzone twarze. ze zdziwieniem patrzę na ich zwarzone twarze. Rozparcelowano jš, chwasty nagle znikły w 1952 roku. Co o nim powiedzieć? Jedwabie, parawany, kwiaty na haftach i w wazonach, dwa dwuosobowe łóżka dla mnie jednego, wszelki komfort. te z Vedado sš ładne, gdy je oglšdać z osobna. Lecz wszędzie ich pełno te z Vedado sš ładne, gdy je oglšdać z osobna. Kiedy wzrok próbuje je połšczyć, wymykajš się: nie ma jednoœci, każdy sobie. \"Jeszcze jedno, kto powie więcej?\" Przy pięćdziesięciu piętrach jest się wprawdzie drapaczem chmur, lecz kieszonkowym Wyœcig pięter. Przeciw Stanom Zjednoczonym sięga dziœ do korzeni narodu i wskrzesza zmarłych kolonizatorów. oto jego tytuł do szlachectwa. Drapacze chmur z Vedado to œwiadkowie jej degradacji: zrodziły się wraz z dyktaturš. Przeciw żarłocznej metropolii, jakš była Hiszpania, Kuba powoływała się niegdyœ na niepodległoœć, na wolnoœć Stanów Zjednoczonych. uważałem, że nic się nie zmieniło. należało jš jednak zobaczyć w działaniu, zastanowić się nad programem. niebo jest malowane różowoœciš, amarantem uważałem, że nic się nie zmieniło. jada się w nich rzeczywiœcie nieŸle, ale rachunki nie wynoszš nigdy mniej niż trzy tysišce franków na głowę, a często sięgajš powyżej pięciu tysięcy. Roi się od nich wokół Prado By ożywić ten mały wszechœwiat, dodał do niego prawdziwe lwy w klatkach. Istniejš kasyna i sale gier we wszystkich hotelach Ale loteria państwowa istnieje. Automaty do gier zostały zlikwidowane - Uprawia się. Jakże mógłby uwierzyć w naszš. póŸniej już ich nie ruszano. póŸniej już ich nie ruszano. Ale już przed kilkoma dniami zrozumiałem swojš wielkš omyłkę. Jakże mógłby uwierzyć w naszš. I naraz przypomniała mi się jedna z ostatnich rozmów. Te bogactwa nie były kubańskie. Pilot poprosił mnie do swojej kabiny: lšdowaliœmy. Było to nocš: wracałem samolotem z podróży w głšb wyspy. Telefony na Kubie również należš do amerykańskiego towarzystwa, które zainwestowało w ten interes nadmiar swoich kapitałów. Produkcję i dystrybucję energii elektrycznej dla całej wyspy zapewnia towarzystwo amerykańskie. Za każdym dzwonkiem telefonu, za każdym błyskiem neonu jakaœ czšstka dolara opuszcza wyspę i, wraz z innymi, które już na niš czekajš w Stanach Zjednoczonych, znów się tam zrasta w cały dolar. Za każdym dzwonkiem telefonu, za każdym błyskiem neonu jakaœ czšstka dolara opuszcza wyspę i, wraz z innymi, które już na niš czekajš w Stanach Zjednoczonych, znów się tam zrasta w cały dolar. w Chicago, w Milwaukee ich bliŸniaki leżały na cmentarzach samochodów. Tylko że były to wozy już nie najpierwszej młodoœci: najnowsze liczyły sobie czternaœcie, może osiemnaœcie miesięcy Najczęœciej kupujš je klasy œrednie. Ale Kuba przez długi czas pozostawała pod wpływem Stanów Zjednoczonych: amerykańskie drobnomieszczaństwo i najlepiej płatni robotnicy majš, na kontynencie, œrodki na zakupienie auta. Najczęœciej kupujš je klasy œrednie. Przynajmniej na tym odcinku krwotok został zahamowany. Kubańczycy przystawali na to, żeby w swoich własnych czterech œcianach przymierać, ale za to móc się pokazać publicznie przy kierownicy chryslera. Zresztš i tak nie sprzedałby nawet najmniejszej akcji. W co mieliby według pana inwestować, jeżeli przemysł kubański nie istniał?. - Czasem awanturnicy, spryciarze, którzy w ten sposób chcieli ubić własny interes. woleli złudnš stałoœć czynszów od przygody przemysłowej. to ona daje kilku rodzinom miliardy i niemalże szlachectwo. woleli złudnš stałoœć czynszów od przygody przemysłowej. Maszyny się obracajš, maszyny się zmieniajš i zmienia się także maszyny - wszystko w ruchu: dokšd nas to zawiedzie?. .