władzę tę sprawuje od czternastu miesięcy, a dotąd nie spytał wyborców o zdanie, nie uczynił nawet tyle, żeby ze zwykłej kurtuazji podać datę wyborów, choćby jak najodleglejszą, choćby taką, którą by później miał jeszcze bardziej przesunąć. Jednym słowem: jawna dyktatura.
Amerykańscy obywatele są bardzo przywiązani do swoich instytucji: liberalizm gospodarczy i parlamentaryzm to, według nich, dwa cycki demokracji. Albo więc demokracja, albo, rzecz jasna, faszyzm lub komunizm wszelkie rządy o takich czy innych odchyleniach gotowi są pakować do jednego worka. Prasa sobie na tym używa wszelkie rządy o takich czy innych odchyleniach gotowi są pakować do jednego worka. Prasa sobie na tym używa była nieustannie gwałcona przez jednego despotę, który ją stworzył, a teraz drugi despota, który przepędził pierwszego, wyciągnął ją z rynsztoka, przywrócił w całej chwale po to, żeby też ją z kolei gwałcić.
Jankesi mają ugruntowany pogląd na demokrację: podporządkowuje ona - jeśli nie w praktyce, to przynajmniej w teorii - ekonomię polityce. Wynik tego jest taki: prezydent USA zabiega o wolne głosy wolnych obywateli, którzy je też dobrowolnie składają, a on, pragnąc je zachować dla swej partii, będzie bronił wolności osobistej obywateli i, w konsekwencji, wolności posiadania.
Castro - spadkobierca tyrana i sam tyran - nie potrzebuje ani wolnych wyborów, ani wybieralnego parlamentu, nic mu po nich była nieustannie gwałcona przez jednego despotę, który ją stworzył, a teraz drugi despota, który przepędził pierwszego, wyciągnął ją z rynsztoka, przywrócił w całej chwale po to, żeby też ją z kolei gwałcić.
Jankesi mają ugruntowany pogląd na demokrację: podporządkowuje ona - jeśli nie w praktyce, to przynajmniej w teorii - ekonomię polityce. Wynik tego jest taki: prezydent USA zabiega o wolne głosy wolnych obywateli, którzy je też dobrowolnie składają, a on, pragnąc je zachować dla swej partii, będzie bronił wolności osobistej obywateli i, w konsekwencji, wolności posiadania.
Castro - spadkobierca tyrana i sam tyran - nie potrzebuje ani wolnych wyborów, ani wybieralnego parlamentu, nic mu po nich skończył się szlachetny rycerz z gór oswobodzona ze swych łańcuchów półkolonia znów staje w całej swojej nędzy wobec zirytowanego mocarstwa, które dotąd było jej metropolią. Musi jak najprędzej uporać się z własną biedą - albo znów popadnie w zależność. Innego wyjścia nie ma: nawet gdyby za dotknięciem jakiejś różdżki czarodziejskiej wielkie mocarstwo wyzbyło się imperialistycznych
koncepcji, wyzwolona kolonia musi się ratować o własnych siłach albo też sama oddać się w ręce swoich byłych kolonizatorów.
Jednym słowem, niedorozwój to gwałtowne napięcie między dwoma narodami, a o jego nasileniu decyduje stopień zapóźnienia jednego w stosunku do drugiego.
Śpiącej, trzymanej w odosobnieniu wyspie śniło się w 1958 roku, że żyje w roku 1900. Obudziła się, aby stwierdzić, że zegarek jej sąsiada szedł i dalej idzie bez zatrzymania, a on sam żyje ponad wszelką wątpliwość w roku 1958.
Prawie sześćdziesiąt lat zapóźnienia: oto sedno sprawy. I jedyny problem kubański polega na tym, jak nadrobić zapóźnienie.
Obecnie maruder startuje z półwiekowym handicapem doktrynerami są kontynentalni pury-tanie. Purytanin uogólnia dochód narodowy wielkiego jest pięć razy większy na głowę mieszkańca niż małego.
W gwałconej ekonomii, bo do tego sprowadzają się owe stosunki, przymus reprezentują Stany Zjednoczone to przyjemność ludzi lubujących się w abstrakcji. Kubańczyk nie uogólnia nigdy. Jedyny jego problem to wyspa i to, co należy na niej zrobić. Powiedzcie mu, że w jakimś kraju, w Europie bądź w Afryce, stworzenie systemu politycznego jest chwilowo pilniejszą sprawą niż dążenie do wzrostu produkcji, wysłucha was uważnie, niewątpliwie uwierzy i po prostu zakonkluduje: - U nas jest akurat odwrotnie. Albo też nawet nic nie powie, wiedząc, że i tak się go rozumie. A "rozumieć" znaczy na tej wyspie tyle samo, co podzielać rewolucyjne przekonania, zwłaszcza to spośród nich, najważniejsze, że gospodarka kierowana jest dla Kuby nieodzowna, gdyż tego wymagają okoliczności.
W Nowym Jorku, w Waszyngtonie reaguje się oburzeniem już na samo słowo "gospodarka kierowana". I stąd ten dziwny obyczaj, że każdy rząd, który nie ma stanowiska w sprawie stosunków własności, jest tam zwany rządem komunistycznym.
Gdybym na ten temat dyskutował z nielicznymi przyjaciółmi, którzy mi jeszcze pozostali w Ameryce, uprzedziłbym ich najpierw, że nie będziemy wspominać o zasadach, bo nie o nie tu chodzi - że zastanowić się należy nad warunkami.
Nie można definiować niedorozwoju gospodarczego jako zwyczajnych niedomogów ekonomii narodowej. Jest to złożony stosunek między krajami zacofanymi a wielkimi mocarstwami, które je utrzymywały w zacofaniu to przyjemność ludzi lubujących się w abstrakcji. Kubańczyk nie uogólnia nigdy. Jedyny jego problem to wyspa i to, co należy na niej zrobić. Powiedzcie mu, że w jakimś kraju, w Europie bądź w Afryce, stworzenie systemu politycznego jest chwilowo pilniejszą sprawą niż dążenie do wzrostu produkcji, wysłucha was uważnie, niewątpliwie uwierzy i po prostu zakonkluduje: - U nas jest akurat odwrotnie. Albo też nawet nic nie powie, wiedząc, że i tak się go rozumie. A "rozumieć" znaczy na tej wyspie tyle samo, co podzielać rewolucyjne przekonania, zwłaszcza to spośród nich, najważniejsze, że gospodarka kierowana jest dla Kuby nieodzowna, gdyż tego wymagają okoliczności.
W Nowym Jorku, w Waszyngtonie reaguje się oburzeniem już na samo słowo "gospodarka kierowana". I stąd ten dziwny obyczaj, że każdy rząd, który nie ma stanowiska w sprawie stosunków własności, jest tam zwany rządem komunistycznym.
Gdybym na ten temat dyskutował z nielicznymi przyjaciółmi, którzy mi jeszcze pozostali w Ameryce, uprzedziłbym ich najpierw, że nie będziemy wspominać o zasadach, bo nie o nie tu chodzi - że zastanowić się należy nad warunkami.
Nie można definiować niedorozwoju gospodarczego jako zwyczajnych niedomogów ekonomii narodowej. Jest to złożony stosunek między krajami zacofanymi a wielkimi mocarstwami, które je utrzymywały w zacofaniu gwiżdże sobie na aprobatę, chce posłuszeństwa dochód narodowy wielkiego jest pięć razy większy na głowę mieszkańca niż małego.
W gwałconej ekonomii, bo do tego sprowadzają się owe stosunki, przymus reprezentują Stany Zjednoczone narzuca ją tej rolniczej wyspie hyperindustrializacja kontynentu. Rewolucyjny rząd podlega temu naporowi rzeczywistości, obraduje codziennie pod groźbą, przekształca tę cudzoziemską groźbę w wymogi gospodarki kubańskiej, określa wysiłek, jaki trzeba podjąć, oraz wskazuje, który z sektorów gospodarki znajduje się bezpośrednio w większym czy mniejszym niebezpieczeństwie. Jakże mogłoby być inaczej?
Czy wyspa ma prawo wyrzucać pieniądze w morze, kiedy rodzący się przemysł żąda na gwałt kapitałów? Czy ma pozwolić, żeby uprzemysłowienie dokonywało się, jak popadnie, w wyniku przypadkowego spotkania czyjegoś kapryśnego pomysłu z wypchanym portfelem kogoś drugiego? Nie. Już dłużej nie może marnotrawić swoich sił.
Rolnictwo samo się domaga umiarkowanego planowania gospodarczego gwiżdże sobie na aprobatę, chce posłuszeństwa mało jest ważne po reformie rolnej, do kogo należą grunty dopiero po chwili milczenia:
- Dlaczego ma się zawsze mówić o demokracjii w jej politycznym aspekcie. Aspekt ten, oczywiście, istnieje i może pan być pewien, że jestem daleki od niedoceniania jego ważności, ale występuje on na samym końcu nie jest niczym innym, jak tylko mamidłem, o ile poprzez wolność głosowania nie wyraża wszelkich przejawów wolności. Nie wiem, jak w pańskim kraju przedstawiają się stosunki między pracodawcami a pracownikami. Ale mogę panu powiedzieć, że u nas, przed l lutego 1959 roku, nie były to stosunki demokratyczne. Dzisiaj wyspa kroczy naprzód, zwróciliśmy ludowi jego prawa dopiero po chwili milczenia:
- Dlaczego ma się zawsze mówić o demokracjii w jej politycznym aspekcie. Aspekt ten, oczywiście, istnieje i może pan być pewien, że jestem daleki od niedoceniania jego ważności, ale występuje on na samym końcu narzuca ją tej rolniczej wyspie hyperindustrializacja kontynentu. Rewolucyjny rząd podlega temu naporowi rzeczywistości, obraduje codziennie pod groźbą, przekształca tę cudzoziemską groźbę w wymogi gospodarki kubańskiej, określa wysiłek, jaki trzeba podjąć, oraz wskazuje, który z sektorów gospodarki znajduje się bezpośrednio w większym czy mniejszym niebezpieczeństwie. Jakże mogłoby być inaczej?
Czy wyspa ma prawo wyrzucać pieniądze w morze, kiedy rodzący się przemysł żąda na gwałt kapitałów? Czy ma pozwolić, żeby uprzemysłowienie dokonywało się, jak popadnie, w wyniku przypadkowego spotkania czyjegoś kapryśnego pomysłu z wypchanym portfelem kogoś drugiego? Nie. Już dłużej nie może marnotrawić swoich sił.
Rolnictwo samo się domaga umiarkowanego planowania gospodarczego jednak już teraz mogę powiedzieć, że są to akty, nie słowa.
Pozostaje Konstytucja z 1940 roku. Po co ją adoptowano - ktoś powie - skoro nie pora ją stosować? Odpowiedź jest prosta.
Przede wszystkim ten stary testament Republiki cieszył się popularnością ważne natomiast podczas wprowadzania polikultury jest to, że naród, jako całość, decyduje, co właściciel - indywidualny bądź kolektywny - będzie na nich uprawiał.
Naród to, oczywiście, Instytut Reformy Rolnej, którego nikt nie wybierał i któremu nikt nie dawał mandatu. Lecz kiedy stało się zrozumiałe, że kraj umiera wskutek niestrawności spowodowanej dolarami i cukrem, kiedy stało się wiadome, że albo mu się przepisze inny pokarm, czerpany z własnej gleby, albo się dopuści do tego, że wyciągnie kopyta, wówczas przyznano Instytutowi Reformy Rolnej techniczną suwerenność - bez mandatu, którego przydzielanie zależy nawet nie od Castro, ale od surowej konieczności. I.N.R.A. to organizm, który robi, co robić należy.
Istnieją, będą istniały również inne instytuty powoływane przez rząd. Wszystkie. Bo nieodzowna jest myśl obejmująca całość - myśl, dla której punktem wyjścia w przeprowadzaniu drobnych realizacji jesl całokształt tego wszystkiego, co chce się stworzyć.
Aby uzyskać od robotników największą wydajność, nie narzucając im jednak wyczerpujących godzin nadliczbowych, istnieje jeden tylko środek w okresie przejściowego braku nowoczesnych maszyn: organizacja dopiero po chwili milczenia:
- Dlaczego ma się zawsze mówić o demokracjii w jej politycznym aspekcie. Aspekt ten, oczywiście, istnieje i może pan być pewien, że jestem daleki od niedoceniania jego ważności, ale występuje on na samym końcu jednak już teraz mogę powiedzieć, że są to akty, nie słowa.
Pozostaje Konstytucja z 1940 roku. Po co ją adoptowano - ktoś powie - skoro nie pora ją stosować? Odpowiedź jest prosta.
Przede wszystkim ten stary testament Republiki cieszył się popularnością jednym, a nieustannym ruchem przeprowadza się zmianę struktury i stosunków produkcyjnych. I któżby miał przeprowadzać owe zmiany jak nie kierowniczy zespół, koncentrujący w swych rękach i umiejętności, i władzę?
Ale amerykański purytanin potępia wszędzie, nie uznając wyjątków ani okoliczności łagodzących, doświadczenia gospodarki kierowanej.
Według niego tylko tyrani mogą myśleć o koncentrowaniu wyłącznie w swoich rękach wszelkiej władzy gospodarczej, o czym przesądza już to, że prawem kaduka zagarnęli już wszelką władzę polityczną. Nawet najbardziej liberalni Amerykanie nigdy na to nie przystaną, aby centralizacja gospodarcza dała się choćby w najmniejszej mierze pogodzić z prawdziwą demokracją. To ich credo.
Ale nieporozumienie występuje w jeszcze ostrzejszej formie jednak już teraz mogę powiedzieć, że są to akty, nie słowa.
Pozostaje Konstytucja z 1940 roku. Po co ją adoptowano - ktoś powie - skoro nie pora ją stosować? Odpowiedź jest prosta.
Przede wszystkim ten stary testament Republiki cieszył się popularnością Kubańczycy zachowali wdzięczność dla Konstytucji, że pozwoliła im w 1944 roku przepędzić Batistę po raz pierwszy przecież zna pan nasze problemy, nasze pilne potrzeby. Za jakiś czas - dorzucił uprzejmie - kiedy polityka ożyje...
- Dlaczegóż by miała ożyć? - spytałem, chcąąc zobaczyć, co z tego wyniknie.
Jimenez to człowiek subtelny. Nad bujną brodą przewinął mu się po twarzy uśmieszek. Nie odpowiedział mi jednak. A w każdym razie nie od razu jednak już teraz mogę powiedzieć, że są to akty, nie słowa.
Pozostaje Konstytucja z 1940 roku. Po co ją adoptowano - ktoś powie - skoro nie pora ją stosować? Odpowiedź jest prosta.
Przede wszystkim ten stary testament Republiki cieszył się popularnością każde cięcie maczety, każde założenie nitu zbliża nas do pierwszego celu, do demokracji pracy.
W kilka dni później poprosiłem o okazały zbiór ustaw rewolucyjnych otrzymał brawa. Ale gdy mówiąc o suwerenności narodu zaczął wyjaśniać, w jakich formach ta suwerenność będzie się przejawiała, szczególnie podkreślając system Izb ustawodawczych, powstał wówczas taki harmider, że uznał za właściwe nie nastawać dłużej.
Trzeba było w każdym razie zdać sobie jasno sprawę, że ci ludzie nie kochają swoich dawnych posłów było to w Oriente, kiedy wojna została już wygrana, ale rewolucja nie objęła jeszcze władzy otrzymał brawa. Ale gdy mówiąc o suwerenności narodu zaczął wyjaśniać, w jakich formach ta suwerenność będzie się przejawiała, szczególnie podkreślając system Izb ustawodawczych, powstał wówczas taki harmider, że uznał za właściwe nie nastawać dłużej.
Trzeba było w każdym razie zdać sobie jasno sprawę, że ci ludzie nie kochają swoich dawnych posłów wziąłem go za zestaw nowych instytucji kubańskich, czym akurat być nie mógł, bo w gruncie rzeczy te instytucje nie istnieją. Nie dlatego, żeby rewolucja była jeszcze zbyt młoda na stworzenie sobie podstawowych instytucji, bywają rewolucje, które w sześć miesięcy po narodzinach określają się na całą wieczność, nawet gdy koło fortuny tak się potoczy, że przychodzi im zniknąć w niemowlęcym wieku.
Nie: Kubańczykom śpieszy się bardzo, żeby mieć pola pomidorów i huty stali, a o wiele mniej, żeby wejść w posiadanie tekstów prawnych. Zobaczymy jeszcze, jakiego rodzaju prawa narzuca im sytuacja Kubańczycy zachowali wdzięczność dla Konstytucji, że pozwoliła im w 1944 roku przepędzić Batistę po raz pierwszy było to w Oriente, kiedy wojna została już wygrana, ale rewolucja nie objęła jeszcze władzy byli zadowoleni, że rząd oddał hołd temu historycznemu pomnikowi. Może to brzmieć paradoksalnie, ale z głębokim respektem dla Konstytucji łączyli równie głęboką pogardę dla zrodzonego przez nią systemu rządów.
My, Francuzi, możemy ich zrozumieć: również i w naszych dziejach zdarzało się, że mieliśmy gorycz w ustach i żółć w gardle, myśląc o wybranych Izbach, na przykład tych z 1849 roku.
Na Kubie parlamentaryzm skończył się na długi okres czasu. Raz się tylko zdarzyło, że wygwizdano Fidela Castro istnieją więc co najmniej dwie partie. Znaczy to, że istnieje wymienna ekipa, co nie jest znów takie złe, ale co znaczy również, że istnieje wymienna gospodarka. Dwie gospodarki, dlaczego by nie? Ale gdzie indziej, nie na naszej wyspie i nie dzisiaj.
I spytał mnie wprost:
- Co by pan począł, gdyby panu zaproponowanno przeprowadzenie wyborów na Kubie? Wyborcę znajdzie się zawsze i nie on nas niepokoi. Ale co z tymi, których należałoby wybierać? Ustanowimy na papierze liczne partie nieustannie wyjaśniamy tę prawdę, że po przepędzeniu obszarników naród niedorozwinięty gospodarczo musi widzieć w produkcji wspólny mianownik, wspólny interes wszystkich klas. Czym byłby obecnie wybieralny parlament? Zwierciadłem naszej niezgody.
- Mówił pań, że niezgody nie ma.
- Właśnie, trzeba napięcia pracy, temperatuury stopu, ażeby grupy i osoby mogły się uwolnić od swego ograniczonego punktu widzenia. Na szczęście wszystko, co robi się u nas, robi się na gorąco. Lecz gdyby pan wszystko zatrzymał, żeby dać ludziom ustawę wyborczą, wtedy by się rozdzielili, bo ustawa wyborcza jest po to, żeby rozdzielać. Wystarczy na dowód powiedzieć, że nazywają ją sprawiedliwą, gdy grupy i interesy są reprezentowane w parlamencie proporcjonalnie do swojego znaczenia narodowego. I zresztą wyborca powinien przecież wybierać owszem, bardzo dobrze. Ale skąd wziąć partie rzeczywiste? Myśli pań, że się same urodzą? Wątpliwe Fidel urządził wiec i przemawiał otóż właśnie dlatego powinno by się chyba uznać referendum za konieczne. Jego wynik byłby wielkim triumfem niech pan tylko spojrzy, jak im spieszno zniknąć. Zazieleni się znowu kilka uschłych drzew nieustannie wyjaśniamy tę prawdę, że po przepędzeniu obszarników naród niedorozwinięty gospodarczo musi widzieć w produkcji wspólny mianownik, wspólny interes wszystkich klas. Czym byłby obecnie wybieralny parlament? Zwierciadłem naszej niezgody.
- Mówił pań, że niezgody nie ma.
- Właśnie, trzeba napięcia pracy, temperatuury stopu, ażeby grupy i osoby mogły się uwolnić od swego ograniczonego punktu widzenia. Na szczęście wszystko, co robi się u nas, robi się na gorąco. Lecz gdyby pan wszystko zatrzymał, żeby dać ludziom ustawę wyborczą, wtedy by się rozdzielili, bo ustawa wyborcza jest po to, żeby rozdzielać. Wystarczy na dowód powiedzieć, że nazywają ją sprawiedliwą, gdy grupy i interesy są reprezentowane w parlamencie proporcjonalnie do swojego znaczenia narodowego. I zresztą wyborca powinien przecież wybierać wszystkie wrogie dzioby musiałyby się wtedy zamknąć niech pan tylko spojrzy, jak im spieszno zniknąć. Zazieleni się znowu kilka uschłych drzew z konieczności, przez jedność swego praktycznego działania rewolucja jest swoją własną prawicą i swoją własną lewicą. Znaleźli się w niej i z sobą związali członkowie ruchu oporu i rebelianci. Każda nowa partia musiałaby najpierw akceptować ramy rewolucyjnej działalności, jej podstawowe zamierzenie i środki istnieją więc co najmniej dwie partie. Znaczy to, że istnieje wymienna ekipa, co nie jest znów takie złe, ale co znaczy również, że istnieje wymienna gospodarka. Dwie gospodarki, dlaczego by nie? Ale gdzie indziej, nie na naszej wyspie i nie dzisiaj.
I spytał mnie wprost:
- Co by pan począł, gdyby panu zaproponowanno przeprowadzenie wyborów na Kubie? Wyborcę znajdzie się zawsze i nie on nas niepokoi. Ale co z tymi, których należałoby wybierać? Ustanowimy na papierze liczne partie owszem, bardzo dobrze. Ale skąd wziąć partie rzeczywiste? Myśli pań, że się same urodzą? Wątpliwe z konieczności, przez jedność swego praktycznego działania rewolucja jest swoją własną prawicą i swoją własną lewicą. Znaleźli się w niej i z sobą związali członkowie ruchu oporu i rebelianci. Każda nowa partia musiałaby najpierw akceptować ramy rewolucyjnej działalności, jej podstawowe zamierzenie i środki opowie się za nią trochę czterdziestolatków. Ale podejmie się pan wynaleźć jej program? Ta mieszczańska formacja umiarkowanej lewicy nie będzie miała czoła stanąć bardziej na lewo od rewolucjonistów i nie będzie też tak naiwna, żeby stawać na prawo od nich. Rewolucja jest nieodwracalna: czy ktoś może sądzić, że naród oddałby głosy na kandydata, który by proponował odejść od reformy rolnej i zacząć od momentu zerowego?
Prawda przedstawia się tak, że w półkolu ław poselskich nie byłoby dziś miejsca na żadną inną orientację z konieczności, przez jedność swego praktycznego działania rewolucja jest swoją własną prawicą i swoją własną lewicą. Znaleźli się w niej i z sobą związali członkowie ruchu oporu i rebelianci. Każda nowa partia musiałaby najpierw akceptować ramy rewolucyjnej działalności, jej podstawowe zamierzenie i środki kurczowo się ich trzymali. Nowo przybywający spostrzegli - skoro tylko zdołali podnieść wzrok i ogarnąć kubańskie społeczeństwo - że u wszystkich drzwi jest tłok, że ostatnie miejsca pracy zostały zdobyte szturmem przez ich starszych braci. Potem drzwi zamknięto: ani mowy, żeby się przepchać.
Z jednej strony muru była niezmienna piramida ludzi jakoś urządzonych, a z drugiej powiększający się z roku na rok tłum bezrobotnych, którego pierwsze szeregi odczuwały coraz bliższy, coraz mocniejszy napór następnych. Żadnej przyszłości, chyba że nazwać przyszłością kurczące się możliwości egzystencji. Nowi bezrobotni odkrywali, że bezrobocie nie jest rzeczą przypadku, że to po prostu ich przeznaczenie. Masy owych młodych ludzi odmówiły nagle uznawania systemu, który im odmawiał życia. Dorośli mieli szczęście - a może nieszczęście, patrząc na to dzisiejszymi oczyma - że mieli pracę: jeszcze więc coś posiadali, co by mogli utracić nie mogłaby nic przedsięwziąć, o ile by nie przejęła na swoje konto aktualnego celu całej wyspy: zwiększenia produkcji.
Na czym by więc polegały rozbieżności? Dla wszystkich istnieje w każdym razie ta sama najpilniejsza potrzeba: iść szybko naprzód. Wszędzie - jak to zobaczymy - ludzie uczą się wymagać młodzi żołnierze podziemia zwierzali się niekiedy ze swoich zamierzeń młodszym braciom, młodszym siostrom, natomiast ze złośliwą satysfakcją strzegli tajemnic przed pokoleniem odchodzącym.
Kwestia bezpieczeństwa, jasne tutaj to zjawisko wy siąpiło w formie jeszcze ostrzejszej ale skąd się to brało, że właśnie starsi nie cieszyli się zaufaniem? Synowie przemierzali okolice pod fałszywymi nazwiskami, zaopatrzeni w fałszywe papiery zwrócił się o jej przydział, został skierowany do rewolucyjnych władz i stawił się w ich głównej kwaterze. Miejscowy dowódca znajdował się akurat na inspekcji, doktor musiał więc zaczekać na jego powrót. Czekał młodzi żołnierze podziemia zwierzali się niekiedy ze swoich zamierzeń młodszym braciom, młodszym siostrom, natomiast ze złośliwą satysfakcją strzegli tajemnic przed pokoleniem odchodzącym.
Kwestia bezpieczeństwa, jasne w ich rodzinnych domach młodsze rodzeństwo czuwało, gotowe kłamać, jeśliby zaszła potrzeba, gotowe ich o wszystkim uprzedzać, tak że szacowne głowy rodziny nie wiedziały o niczym.
W jednym z prowincjonalnych miast zdarzyło się w kilka dni po zwycięstwie, że pewien lekarz potrzebował benzyny podobnie jak wszyscy znał młodego dowódcę z jego konspiracyjnego nazwiska i wiedział o jego zasługach zwiodła go spokojna obecność młodziutkiej żony i niemowlęcia. Utrzymano go w tej niewiedzy, aby nic nie zakłócało nocnych wypadów syna. Co gorsza, o wszystkim wiedziała synowa zwrócił się o jej przydział, został skierowany do rewolucyjnych władz i stawił się w ich głównej kwaterze. Miejscowy dowódca znajdował się akurat na inspekcji, doktor musiał więc zaczekać na jego powrót. Czekał były one - według tego, co mówiono - tak znaczne, że rebelianci powierzyli mu, po zdobyciu miasta, zadanie jak najszybszego zlikwidowania bezhołowia spowodowanego wojną. Lekarz poczuł się niebawem zbity z tropu, ponieważ wydało mu się, że chyba zna uwijających się tam młodych ludzi, bezpośrednich współpracowników dowódcy, którzy z uporem zwracali się do siebie po pseudonimach, a dowódcę określali jego przydomkiem młodzi żołnierze podziemia zwierzali się niekiedy ze swoich zamierzeń młodszym braciom, młodszym siostrom, natomiast ze złośliwą satysfakcją strzegli tajemnic przed pokoleniem odchodzącym.
Kwestia bezpieczeństwa, jasne miał wrażenie, ŻG ich widywał przed bramą uniwersytetu bądź gimnazjum. Nieco później odkrył, na pocieszenie, że zna również dowódcę, i to od strony na ogół najmniej znanej: był to jego syn.
Ów młody człowiek wcześnie się był ożenił, miał synka, młoda para mieszkała - zgodnie z tradycją - u rodziców męża: czy można sobie wymarzyć rodzinę bardziej zżytą? Wojna szalała, ale poczciwy syn spał każdej nocy pod rodzinnym dachem. To znaczy, że kilka razy w tygodniu spędzał noce poza domem, ale żona strzegła tajemnicy jego nieobecności.
Z bardzo pomieszanymi uczuciami lekarz przyjął do wiadomości, że jego syn jest słynnym człowiekiem, ale trochę nazbyt dyskretnym. Przez cały czas trwał w niewiedzy rewolucja zwyciężyła, więc działalność syna była w pełni godna pochwały.
Nie wiem, czy ów lekarz zastanawiał się nad samym sobą, czy doszukiwał się powodów ostrożności, która, koniec końców, zawierała potępienie dla niego w ich rodzinnych domach młodsze rodzeństwo czuwało, gotowe kłamać, jeśliby zaszła potrzeba, gotowe ich o wszystkim uprzedzać, tak że szacowne głowy rodziny nie wiedziały o niczym.
W jednym z prowincjonalnych miast zdarzyło się w kilka dni po zwycięstwie, że pewien lekarz potrzebował benzyny to porządni ludzie, byli mi wzorem w dzieciństwie, chciałem ich przez całe życie naśladować. A potem rozczarowałem się miał wrażenie, ŻG ich widywał przed bramą uniwersytetu bądź gimnazjum. Nieco później odkrył, na pocieszenie, że zna również dowódcę, i to od strony na ogół najmniej znanej: był to jego syn.
Ów młody człowiek wcześnie się był ożenił, miał synka, młoda para mieszkała - zgodnie z tradycją - u rodziców męża: czy można sobie wymarzyć rodzinę bardziej zżytą? Wojna szalała, ale poczciwy syn spał każdej nocy pod rodzinnym dachem. To znaczy, że kilka razy w tygodniu spędzał noce poza domem, ale żona strzegła tajemnicy jego nieobecności.
Z bardzo pomieszanymi uczuciami lekarz przyjął do wiadomości, że jego syn jest słynnym człowiekiem, ale trochę nazbyt dyskretnym. Przez cały czas trwał w niewiedzy na pewno jako powiernik syna nie wydałby go nawet na torturach na pewno jako powiernik syna nie wydałby go nawet na torturach ma szczęście, bo inaczej by się to dla niej skończyło samounicestwieniem ma szczęście, bo inaczej by się to dla niej skończyło samounicestwieniem od 1957 do 1959 roku rewolucja młodości przygotowywała nową przygodę, którą wyspa przeżywa od czternastu miesięcy: młodość rewolucji.
Postawmy sobie pytanie: jakie ma to znaczenie dla młodej władzy, że sprawują ją młodzi?
Co do mnie, rozpatrzę tylko trzy główne kwestie: jak nowe zadanie formuje tych młodych ludzi na wykonawców, którzy je mają skutecznie przeprowadzić wszędzie jest obecna, pełno jej na ulicach rewolucja zwyciężyła, więc działalność syna była w pełni godna pochwały.
Nie wiem, czy ów lekarz zastanawiał się nad samym sobą, czy doszukiwał się powodów ostrożności, która, koniec końców, zawierała potępienie dla niego ma szczęście, bo inaczej by się to dla niej skończyło samounicestwieniem a jeśli nawet można było je znaleźć, należało szukać tej elity w podejrzanym świecie ludzi dojrzałych. Wykwalifikowani specjaliści mają skłonność do wyczekiwania otóż nazajutrz po dziejowych burzach, kiedy wszystko leży powywracane, kiedy trzeba uprzątnąć ślady wojny i kiedy nawrót wrogiej ofensywy nie jest jeszcze zupełnie wykluczany - podstawową więź stanowi wówczas zaufanie.
- Castro - powiedział mi któregoś dnia Guevvara, wskazując na swoją głowę - z trudem mógłby znaleźć głowę odpowiedniejszą zdecydowano obejść się bez ich usług, zadania przydzielało zaufanie. Rząd rebeliantów i członków ruchu oporu stawiał rebeliantów i członków ruchu oporu na czele najbardziej technicznych wydziałów w ministerstwach i instytucjach. Otóż ani jedni, ani drudzy nie mieli dotąd czasu (w dwudziestym roku życia pochłonął ich zamęt walki) wyrobić sobie jaśniejszego poglądu na ten czy inny wycinek problemów kubańskich, zdobyć potrzebnych kompetencji i doszlifować ich. Wszyscy się uskarżali, o czym już mówiłem, na szkolnictwo: słowa, słowa, w których nie ma prawdy jak realizują w praktyce wyrok, który na ludzi dojrzałych wydała presja demograficzna. Innymi słowy: co zrobiła z nich władza? Co oni robią z władzy? Czy na tej wyspie, która każdego dnia młodnieje, przeprowadzili konieczny przewrót w dziedzinie sojuszów i oparli swoją praktyczną demokrację na jak najbardziej nowych stosunkach międzyludzkich?
Kiedy objęli władzę, wówczas ich młodość stała się miarą ich niedostatków i ona też im pozwoliła je udźwignąć. Na wszystkie stanowiska potrzebowano fachowców, techników, ekspertów, specjalistów: skąd ich brać? Brakowało kadr ani ludzie dojrzali, ani tradycje (więzy wyspy z jej folklorem, z jej pragnieniem niezawisłości, zostały zdecydowanie przecięte jan-kesowskimi nożycami około 1900 roku), ani też wielcy ludzie przeszłości. Przykład tych ostatnich nie mógł się na nic przydać Fidelowi Castro zdecydowano obejść się bez ich usług, zadania przydzielało zaufanie. Rząd rebeliantów i członków ruchu oporu stawiał rebeliantów i członków ruchu oporu na czele najbardziej technicznych wydziałów w ministerstwach i instytucjach. Otóż ani jedni, ani drudzy nie mieli dotąd czasu (w dwudziestym roku życia pochłonął ich zamęt walki) wyrobić sobie jaśniejszego poglądu na ten czy inny wycinek problemów kubańskich, zdobyć potrzebnych kompetencji i doszlifować ich. Wszyscy się uskarżali, o czym już mówiłem, na szkolnictwo: słowa, słowa, w których nie ma prawdy a jeśli nawet można było je znaleźć, należało szukać tej elity w podejrzanym świecie ludzi dojrzałych. Wykwalifikowani specjaliści mają skłonność do wyczekiwania trzymali się w rezerwie, między światłem a cieniem, i ukradkiem badali puls rewolucji znalazłby może bardziej udaną, ale wie, że nie znajdzie takiej, z którą jego własna mogłaby porozumieć się lepiej nawet w szczegółach myśli.
Uznanych praktyków pozostawiono ich niepewności tym, którzy chcieli studiować i uzyskać na uniwersytecie pierwsze stopnie wyspecjalizowania, Batista odmawiał kultury w sposób bardziej jeszcze kategoryczny: byle niepokój na uniwersytecie wystarczał mu w ostatnich latach za pretekst do zamykania uniwersytetu sine die (Ostatnie w czasie zamknięcie uniwersytetu trwało od 26 listopada 1956 roku do kwietnia 1959 roku).
.Doprawdy, nic i nikt nie mógł pomóc młodym na odpowiedzialnych stanowiskach ani ludzie dojrzali, ani tradycje (więzy wyspy z jej folklorem, z jej pragnieniem niezawisłości, zostały zdecydowanie przecięte jan-kesowskimi nożycami około 1900 roku), ani też wielcy ludzie przeszłości. Przykład tych ostatnich nie mógł się na nic przydać Fidelowi Castro sytuacje były zbyt odmienne a jeśli nawet można było je znaleźć, należało szukać tej elity w podejrzanym świecie ludzi dojrzałych. Wykwalifikowani specjaliści mają skłonność do wyczekiwania ani ludzie dojrzali, ani tradycje (więzy wyspy z jej folklorem, z jej pragnieniem niezawisłości, zostały zdecydowanie przecięte jan-kesowskimi nożycami około 1900 roku), ani też wielcy ludzie przeszłości. Przykład tych ostatnich nie mógł się na nic przydać Fidelowi Castro łączyła ich tylko odwaga i niezłomna wola zdobycia dla kraju niepodległości.
Tak więc zwycięzcy mogli liczyć jedynie na samych siebie ci praktycy nauczyli się od czasów uniwersyteckich łączyć nierozdzielnie praktykę i wiedzę ani ludzie dojrzali, ani tradycje (więzy wyspy z jej folklorem, z jej pragnieniem niezawisłości, zostały zdecydowanie przecięte jan-kesowskimi nożycami około 1900 roku), ani też wielcy ludzie przeszłości. Przykład tych ostatnich nie mógł się na nic przydać Fidelowi Castro traktują strefę, okręg gospodarczy jak żywe ciało i wiedzą, że jedno jest w nim zależne od drugiego.
Dla mnie jednak ten sukces lekarzy-agronomów bierze się przede wszystkim ze szczególnego charakteru ich umiejętności na swoje wytłumaczenie może powiedzieć tyle tylko, że tego drugiego nie ma. Nikt na Kubie nie posiada pełnych kwalifikacji, żeby robić, co robi zrozumieli, że weszli w okres "człowieka-orkiestry" kwalifikacje przyjdą z sukcesami w pracy, dyskwalifikacja z niepowodzeniami.
Jak długo rewolucja nie oddziela plew od ziarna - jak długo nie zwróci prywatnym zawodom pechowców i ludzi jej nieprzychylnych - tak długo nikt nie obejmuje na Kubie swego stanowiska z przeświadczeniem, że będzie je sprawował na stałe ci praktycy nauczyli się od czasów uniwersyteckich łączyć nierozdzielnie praktykę i wiedzę cele były widoczne, ale droga do nich nie utorowana. Co mieli robić ci młodzi, skrupulatni ludzie? To samo, co by kto bądź zrobił na ich miejscu wyspa nie zna tego, co gdzie indziej określa się jako p r a w a n a b y t e.
Ci młodzi ludzie, nurtowani poczuciem swojej niekompetencji, obawiają się przyszłego błędu i wynikającego stąd potępienia chyba z tego powodu, że przedtem miałem za zadanie ją niszczyć.
- Przede wszystkim jestem lekarzem - mówił Guevara, częstując mnie świetną kawą w swym biurze - następnie trochę żołnierzem, a wreszcie, jak pan widzi, bankierem.
Nie jest on na Kubie wyjątkiem pod tym względem: rewolucja chętnie rekrutuje swoich "ludzi-orkiestry" spośród lekarzy lub chirurgów.
Instytut Reformy Rolnej podzielił wyspę na strefy ekonomiczne nie licowałoby to z poczuciem dumy.
Istnieje jednak wyjątek: Jimenez. Z góry miał kwalifikacje na kierowanie I.N.R.A. Jedyne wartościowe studium o Kubie, opublikowane za czasów Batisty, wyszło spod pióra tego geografa. Czy doszedł do geografii przez bunt, czy do buntu poprzez geografię? Pewne jest w każdym razie, że ujawniał w swojej książce schorzenia i wskazywał leki ale ludzie tym się nie przejmują kwalifikacje przyjdą z sukcesami w pracy, dyskwalifikacja z niepowodzeniami.
Jak długo rewolucja nie oddziela plew od ziarna - jak długo nie zwróci prywatnym zawodom pechowców i ludzi jej nieprzychylnych - tak długo nikt nie obejmuje na Kubie swego stanowiska z przeświadczeniem, że będzie je sprawował na stałe ci praktycy nauczyli się od czasów uniwersyteckich łączyć nierozdzielnie praktykę i wiedzę na swoje wytłumaczenie może powiedzieć tyle tylko, że tego drugiego nie ma. Nikt na Kubie nie posiada pełnych kwalifikacji, żeby robić, co robi ale ludzie tym się nie przejmują kwalifikacje przyjdą z sukcesami w pracy, dyskwalifikacja z niepowodzeniami.
Jak długo rewolucja nie oddziela plew od ziarna - jak długo nie zwróci prywatnym zawodom pechowców i ludzi jej nieprzychylnych - tak długo nikt nie obejmuje na Kubie swego stanowiska z przeświadczeniem, że będzie je sprawował na stałe zadecydować, jakie ziarno należy siać w takim a takim miejscu, gdzie indziej zarządzić przystąpienie do prac zalesiania. Niełatwa to rzecz stać się człowiekiem czynu, kiedy jest się uczonym kwalifikacje przyjdą z sukcesami w pracy, dyskwalifikacja z niepowodzeniami.
Jak długo rewolucja nie oddziela plew od ziarna - jak długo nie zwróci prywatnym zawodom pechowców i ludzi jej nieprzychylnych - tak długo nikt nie obejmuje na Kubie swego stanowiska z przeświadczeniem, że będzie je sprawował na stałe nawet nie przychodzi im do głowy, że mogliby się bronić powołując się na dawne zasługi wyspa nie zna tego, co gdzie indziej określa się jako p r a w a n a b y t e.
Ci młodzi ludzie, nurtowani poczuciem swojej niekompetencji, obawiają się przyszłego błędu i wynikającego stąd potępienia oblatuje nas strach, że nie potrafimy czegoś wchłonąć lub zatrzymać. Kiedy "człowiek-orkiestra" jest zbyt stary, rewolucja skrzypi, sztywnieje: następują ciągłe tarcia, wszystko robi się nerwowo. W krajach niedorozwiniętych, które próbują wybrnąć z sytuacji, brak kadr wywiera zdwojony nacisk na przywódców: produkować, najpilniejsza rzecz to produkować. Przystępuje się więc do batalii: o pomidory, o ryż, następnie o żelazo. Przeznaczać wówczas jedną czy drugą godzinę na postudiowanie agronomii, obróbki metali - to znaczy ukraść ją i stracić.
Traci się ją równie dobrze, angażując się, a nie widząc przy tym dalej niż koniec własnego nosa i pracując we mgle. Tyle tylko, że jest to mniej widoczne: już się nie kradnie, w grę wchodzi marnotrawstwo. W ostatecznym rozrachunku koszty są takie same czynił to z obiektywnością, która ani trochę nie przypadła do gustu reżymowi: książkę skonfiskowano. Obecnie ukazała się ponownie, wciąż aktualna.
Mówiąc o tym, do czego jednak oto prowadzę: najbardziej niezawodna wiedza i uznawane wszędzie, nawet za granicą, kompetencje są dla tego rewolucjonisty kwalifikacjami tylko pozornymi: wszystko, co zostało napisane, powiedziane, zrobione przed pierwszym dniem owego wiadomego roku, jest i będzie martwą literą, to przeszłość. Jimenez geograf nie ma większych kwalifikacji od Jimeneza rebelianta, by się stać reformatorem. Ma pełne dane i jest godny kierować Instytutem dzięki mozolnemu wysiłkowi, na jaki musiał się zdobywać i wciąż się zdobywa, aby samemu się przeobrazić przeobrażając kraj. Podczas powstania mógł być bez trudu uczonym oraz żołnierzem: te obydwie działalności nie są ze sobą ani w stanie wojny, ani pokoju: nie znają się nawzajem. Wszystko zaczęło się dopiero po zwycięstwie: nie da się zakreślić granicy, nie da się powiedzieć "odtąd-dotąd" wymogom sprawy narodowej. Jest rzeczą niemożliwą być w spokoju ducha i geografem, i rewolucjonistą. Jimenez wprzągł geografię w służbę rewolucji. Trzeba było przystosować wiedzę naukową do szczegółów potrzeb praktycznych, nieustannie przeobrażać uczonego w praktyka, aby poddać działanie kontroli wiedzy. Jego znajomość miejscowości, terenu, klimatu straciła wszelką autonomię: sprowadza się ona codziennie, tylko dla niego czytelna, do zarządzeń z rodzaju detalicznych: założyć w takiej a takiej węglami spółdzielnię złożoną z dziesięciu bądź piętnastu rodzin .
Dwóch zalet wymaga się od jego gości przybywających tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. Dwóch zalet wymaga się od jego gości przybywających tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. Niewiele tym razem brakowało, żebym nic z niego nie zrozumiał. Dwóch zalet wymaga się od jego gości przybywających tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. Na sposób kolonialnych cytadel, które od trzech wieków strzegą portu, \"Nacional\" dominuje nad morzem za nim - nic: Vedado. te z Vedado są ładne, gdy je oglądać z osobna. za nim - nic: Vedado. Lecz wszędzie ich pełno Kiedy wzrok próbuje je połączyć, wymykają się: nie ma jedności, każdy sobie. Więc wyciągają szyje, żeby przez ramię sąsiada dojrzeć morze. Więc wyciągają szyje, żeby przez ramię sąsiada dojrzeć morze. Znaczna ich część to hotele: \"Habana Hilton\", \"Capri\" i dwadzieścia innych. \"Nacional\", oczywiście, nie jest znów taki stary, ale wyłonił się z ziemi przed upadkiem, przed rezygnacją. Drapacze chmur z Vedado to świadkowie jej degradacji: zrodziły się wraz z dyktaturą. Ilość aut podwoiła się, potroiła. Te wielkie i ozdobne karoce defilują z szybkością człowieka idącego pieszo lub stają w ogonku za ręcznym wózkiem. Ale - mówiłem sobie - przecież narodowe aspiracje Kuby nie mogły się ograniczyć tylko do tego. wszędzie zachłyst neonów zachwalających produkty made in USA. Chevrolet, chrysler, buick, de soto: wozy wszelkich marek. Istnieje legion luksusowych restauracji Zamiast lwów i ministra widzi się teraz krążenie jasnych sukien Nic to jednak nie przeszkadza któremuś z towarzystw lotniczych głosić ognistymi literami znad brzegu oceanu, że oferuje Kubańczykom podróże do Miami. Roi się od nich wokół Prado rozmigotane i nęcące nazwy wżerają się w oczy przechodniów. Jakże mógłby uwierzyć w naszą. Otóż nic podobnego później już ich nie ruszano. Doznałem uczucia, że moje dotychczasowe wyobrażenia biorą w łeb: ujrzałem nagle, że chcąc odkryć prawdę o tej wyspie, trzeba zacząć od drugiego końca. Pilot poprosił mnie do swojej kabiny: lądowaliśmy. Ale już przed kilkoma dniami zrozumiałem swoją wielką omyłkę. Retinosis - tego słowa było mi brak. Ale już przed kilkoma dniami zrozumiałem swoją wielką omyłkę. Pojąłem teraz wszystko na wspak: to, co dotąd uważałem za oznaki bogactwa, okazało się w istocie oznakami zależności i ubóstwa. Produkcję i dystrybucję energii elektrycznej dla całej wyspy zapewnia towarzystwo amerykańskie. Co powiedzieć o kraju, którego instytucje użyteczności publicznej stanowią dzierżawę zagranicy? Przeciwstawność interesów. Pojąłem teraz wszystko na wspak: to, co dotąd uważałem za oznaki bogactwa, okazało się w istocie oznakami zależności i ubóstwa. o, były, oczywiście, wypieszczone: ich nikle i miedzie lśniły. Otóż spoistość narodu zależy od stopnia łączności istniejącej między jego obywatelami. Przynajmniej na tym odcinku krwotok został zahamowany. Kubańczycy naśladowali Jankesów nie mając ich środków. Koniec końców najdroższe marki były dostępne dla portfeli dość anemicznych - pod tym jednym warunkiem, że się będzie przymierało głodem. - Tacy są bogaci? Za czyje pieniądze? Kubańczyków. Wkrótce jeszcze lepiej zrozumiałem system, który doprowadził do zatłoczenia ulic Hawany tymi ciężkimi machinami. Niech pan sobie wyobrazi sklepikarzy w podeszłym wieku, którzy przez całe życie zaoszczędzili pięć, dziesięć tysięcy dolarów. Nauczyłem się także patrzeć inaczej na Vedado i jego drapacze chmur. Taki u nas zwyczaj, że wszystko w budownictwo. - Tacy są bogaci? Za czyje pieniądze? Kubańczyków. Zresztą i tak nie sprzedałby nawet najmniejszej akcji. Natomiast dobra, jakimi są \"nieruchomości\", budzą zaufanie już samą swoją nazwą, kamień budowli jest nieruchomy, więc niezmienny Natomiast dobra, jakimi są \"nieruchomości\", budzą zaufanie już samą swoją nazwą, kamień budowli jest nieruchomy, więc niezmienny Mam wrażenie, że teraz widzę na przestrzał te wielkie gmachy, te współczesne pałace, i odkrywam ich pochodzenie w złych nawyczkach kraju niedorozwiniętego gospodarczo. Drapacz chmur z Vedado to kopia, która jest zaprzeczeniem oryginału: w Stanach Zjednoczonych była najpierw maszyna i to ona zdecydowanie określiła styl budownictwa mieszkaniowego. droga jest pewna, bo trwa się w miejscu. .
Niewiele tym razem brakowało, żebym nic z niego nie zrozumiał. Co im tak strasznie dolega? Miliony czy wrażliwość?. Jest to w każdym razie problem, który mnie nie dotyczy. są eleganccy i wysportowani Co o nim powiedzieć? Jedwabie, parawany, kwiaty na haftach i w wazonach, dwa dwuosobowe łóżka dla mnie jednego, wszelki komfort. Do samego końca dociskam urządzenie klimatyzacyjne, żeby się narozkoszować zimnym powietrzem bogaczy. te z Vedado są ładne, gdy je oglądać z osobna. Pozostał pusty teren, który zaczęła rozsadzać erupcja rozpasanych form: drapacze chmur. Owszem, mnie osobiście drapacze chmur się podobają Pozostał pusty teren, który zaczęła rozsadzać erupcja rozpasanych form: drapacze chmur. Kiedy wzrok próbuje je połączyć, wymykają się: nie ma jedności, każdy sobie. Więc wyciągają szyje, żeby przez ramię sąsiada dojrzeć morze. Ale - mówiłem sobie - przecież narodowe aspiracje Kuby nie mogły się ograniczyć tylko do tego. Tymczasem zwalcza amerykańskość przeciwstawiając jej swoją przeszłość kolonialną. Więc bądź co bądź przeciwstawianie jednej formy luksusu innej jego formie. Przywołuje się taksówkę, taksówka podjeżdża: cadillac. Ilość aut podwoiła się, potroiła. Nic to jednak nie przeszkadza któremuś z towarzystw lotniczych głosić ognistymi literami znad brzegu oceanu, że oferuje Kubańczykom podróże do Miami. Chevrolet, chrysler, buick, de soto: wozy wszelkich marek. Nocnych lokali jest więcej niż kiedykolwiek. panowie pokroju widomie międzynarodowego kontemplują nieobecnym wzrokiem te zaczarowane minerały Klatki są próżne. Istnieje legion luksusowych restauracji później już ich nie ruszano. Retinosis pigmentaria - to pojęcie nie z mojego słownika W \"Tropicana\" - największym dansingu świata - tłumy przy zielonych stolikach. to tylko okoliczność obciążająca Co do prostytucji, początkowo zamknięto kilka domów publicznych Otóż nic podobnego Pilot poprosił mnie do swojej kabiny: lądowaliśmy. Doznałem uczucia, że moje dotychczasowe wyobrażenia biorą w łeb: ujrzałem nagle, że chcąc odkryć prawdę o tej wyspie, trzeba zacząć od drugiego końca. Ale już przed kilkoma dniami zrozumiałem swoją wielką omyłkę. Kiedy więc Kubańczycy telefonują do siebie, ich rozmowa odbywa się koniec końców za życzliwym przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych. Pojąłem teraz wszystko na wspak: to, co dotąd uważałem za oznaki bogactwa, okazało się w istocie oznakami zależności i ubóstwa. Kiedy więc Kubańczycy telefonują do siebie, ich rozmowa odbywa się koniec końców za życzliwym przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych. Monopole Stanów Zjednoczonych wprowadzają na Kubę państwo do państwa. o, były, oczywiście, wypieszczone: ich nikle i miedzie lśniły. Co powiedzieć o kraju, którego instytucje użyteczności publicznej stanowią dzierżawę zagranicy? Przeciwstawność interesów. właściciele aut nie byli już w stanie dotrzymać kroku rytmowi kontynentu Wyrzucone. Kuba wypadła z kursu Trudno było nie zauważyć, że się w nie pakuje po sześć, siedem osób i że ich właściciele są ubrani skromnie, niekiedy biednie. Kubańczycy naśladowali Jankesów nie mając ich środków. Nauczyłem się także patrzeć inaczej na Vedado i jego drapacze chmur. Kubańczycy naśladowali Jankesów nie mając ich środków. Nauczyłem się także patrzeć inaczej na Vedado i jego drapacze chmur. Któż to tam budował? Kubańczycy. - Czasem awanturnicy, spryciarze, którzy w ten sposób chcieli ubić własny interes. - Nie to - odpowiedział. Mieszczanie, zapatrzeni w pozorną nieruchomość ziemi, wyobrazili sobie, że właśnie ten bezruch zapewnia trwałość dochodów z posiadania gruntu. to ona daje kilku rodzinom miliardy i niemalże szlachectwo. Taki u nas zwyczaj, że wszystko w budownictwo. W braku ziemi uprawnej, nabywali inne tereny Na Kubie run \"skyscrapersów\" miał tylko jeden sens: obnażył upartą niechęć oszczędzającego mieszczanina do industrializacji kraju. droga jest pewna, bo trwa się w miejscu. .
są eleganccy i wysportowani ze zdziwieniem patrzę na ich zwarzone twarze. Niewiele tym razem brakowało, żebym nic z niego nie zrozumiał. Jest to w każdym razie problem, który mnie nie dotyczy. Podchodzę do okna, temperatura trzydzieści stopni w cieniu Podchodzę do okna, temperatura trzydzieści stopni w cieniu ze zbytkownym szczękaniem zębami patrzę na spotniałych przechodniów. te z Vedado są ładne, gdy je oglądać z osobna. Tę zakazaną ziemię drążyło szaleństwo chwastów. Tę zakazaną ziemię drążyło szaleństwo chwastów. bezład kształtów i kolorów. Drapacze chmur z Vedado to świadkowie jej degradacji: zrodziły się wraz z dyktaturą. Przeciw żarłocznej metropolii, jaką była Hiszpania, Kuba powoływała się niegdyś na niepodległość, na wolność Stanów Zjednoczonych. O rewolucji, rzecz jasna, opowiadano mi dzień w dzień Ale - mówiłem sobie - przecież narodowe aspiracje Kuby nie mogły się ograniczyć tylko do tego. O rewolucji, rzecz jasna, opowiadano mi dzień w dzień Więc bądź co bądź przeciwstawianie jednej formy luksusu innej jego formie. uważałem, że nic się nie zmieniło. Chociaż - tak: wprawdzie los biedaków w ludowych dzielnicach nie wydał mi się ani gorszy, ani lepszy, za to w innych dzielnicach wzrosła ilość widomych oznak bogactwa. uważałem, że nic się nie zmieniło. niebo jest malowane różowością, amarantem W \"Tropicana\" - największym dansingu świata - tłumy przy zielonych stolikach. Automaty do gier zostały zlikwidowane - Uprawia się. nad ich wejściami odzyskuje swoje prawa elektryczność Niebo dziś rano bezchmurne, siedzę przy swoim stole, widzę przez okna tłum podniebnych graniastosłupów i czuję się wyleczony z tej złośliwej choroby, przez którą omal bym nie dostrzegł prawdy o Kubie. Roi się od nich wokół Prado Retinosis pigmentaria - to pojęcie nie z mojego słownika do dziś rano nie wiedziałem, co za chorobę ono oznacza. Retinosis pigmentaria - to pojęcie nie z mojego słownika to tylko okoliczność obciążająca I naraz przypomniała mi się jedna z ostatnich rozmów. Było to nocą: wracałem samolotem z podróży w głąb wyspy. Wszyscy ci, którzy stąd odjeżdżają z optymistyczną wizją Kuby, to ciężko chorzy: widzą to, co na wprost, nigdy nic nie dojrzą kątem oka. Co powiedzieć o kraju, którego instytucje użyteczności publicznej stanowią dzierżawę zagranicy? Przeciwstawność interesów. Panują nad wyspą wycieńczoną krwotokiem dewiz. Panują nad wyspą wycieńczoną krwotokiem dewiz. widziałem, jak na ziemi ukazują się świetliste łuny, ale mówiłem sobie: \"To błyszczy obce złoto\". Za każdym dzwonkiem telefonu, za każdym błyskiem neonu jakaś cząstka dolara opuszcza wyspę i, wraz z innymi, które już na nią czekają w Stanach Zjednoczonych, znów się tam zrasta w cały dolar. Tylko że były to wozy już nie najpierwszej młodości: najnowsze liczyły sobie czternaście, może osiemnaście miesięcy Panują nad wyspą wycieńczoną krwotokiem dewiz. Tylko że były to wozy już nie najpierwszej młodości: najnowsze liczyły sobie czternaście, może osiemnaście miesięcy Przynajmniej na tym odcinku krwotok został zahamowany. Wkrótce jeszcze lepiej zrozumiałem system, który doprowadził do zatłoczenia ulic Hawany tymi ciężkimi machinami. Ale Kuba przez długi czas pozostawała pod wpływem Stanów Zjednoczonych: amerykańskie drobnomieszczaństwo i najlepiej płatni robotnicy mają, na kontynencie, środki na zakupienie auta. Ale Kuba przez długi czas pozostawała pod wpływem Stanów Zjednoczonych: amerykańskie drobnomieszczaństwo i najlepiej płatni robotnicy mają, na kontynencie, środki na zakupienie auta. Kubańczycy przystawali na to, żeby w swoich własnych czterech ścianach przymierać, ale za to móc się pokazać publicznie przy kierownicy chryslera. - Tacy są bogaci? Za czyje pieniądze? Kubańczyków. nierozważny fabrykant musiał więc w końcu zrozumieć. - Nikt im nie proponował, żeby go stworzyć??. nie mogąc na nich siać, pokryli je budowlami Zresztą i tak nie sprzedałby nawet najmniejszej akcji. Mieszczanie, zapatrzeni w pozorną nieruchomość ziemi, wyobrazili sobie, że właśnie ten bezruch zapewnia trwałość dochodów z posiadania gruntu. Maszyny się obracają, maszyny się zmieniają i zmienia się także maszyny - wszystko w ruchu: dokąd nas to zawiedzie?. .
To miasto, nieskomplikowane w 1949 roku, zbiło mnie z tropu. są eleganccy i wysportowani To miasto, nieskomplikowane w 1949 roku, zbiło mnie z tropu. Co im tak strasznie dolega? Miliony czy wrażliwość?. Dwóch zalet wymaga się od jego gości przybywających tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. Strzeżonym przed ludźmi, nie przed roślinnością. za nim - nic: Vedado. Rozparcelowano ją, chwasty nagle znikły w 1952 roku. Vedado było strzeżonym terenem polowań. Więc wyciągają szyje, żeby przez ramię sąsiada dojrzeć morze. Sześć pięter - i ani o jedno więcej wyprowadzi z ziemi swoje własne miasta. Przeciw żarłocznej metropolii, jaką była Hiszpania, Kuba powoływała się niegdyś na niepodległość, na wolność Stanów Zjednoczonych. oto jego tytuł do szlachectwa. wyprowadzi z ziemi swoje własne miasta. Ale - mówiłem sobie - przecież narodowe aspiracje Kuby nie mogły się ograniczyć tylko do tego. O rewolucji, rzecz jasna, opowiadano mi dzień w dzień Te wielkie i ozdobne karoce defilują z szybkością człowieka idącego pieszo lub stają w ogonku za ręcznym wózkiem. wszędzie zachłyst neonów zachwalających produkty made in USA. Całymi godzinami chodziłem z Simone de Beauvoir Przywołuje się taksówkę, taksówka podjeżdża: cadillac. Przywołuje się taksówkę, taksówka podjeżdża: cadillac. By ożywić ten mały wszechświat, dodał do niego prawdziwe lwy w klatkach. Istnieją kasyna i sale gier we wszystkich hotelach Ale loteria państwowa istnieje. później już ich nie ruszano. Co do prostytucji, początkowo zamknięto kilka domów publicznych Źle poinformowany podróżnik ma wiele na swoje usprawiedliwienie No tak. Więc gry hazardowe na Kubie? Jeszcze dotąd uprawia się gry hazardowe? Jeden z naszych towarzyszy odpowiedział krótko:. Źle poinformowany podróżnik ma wiele na swoje usprawiedliwienie No tak. Istnieje mianowicie - tak mniej więcej mówił Pinos Santos - choroba oczu zwana retinosis pigmentaria, która polega na utracie zdolności patrzenia na boki. Wobec tego, powiedziałem sobie, wraz z innymi usprawiedliwiony jestem i ja. Istnieje mianowicie - tak mniej więcej mówił Pinos Santos - choroba oczu zwana retinosis pigmentaria, która polega na utracie zdolności patrzenia na boki. Pilot poprosił mnie do swojej kabiny: lądowaliśmy. Samolot pikował już nosem w mrowie klejnotów, między diamenty, rubiny, turkusy. I naraz przypomniała mi się jedna z ostatnich rozmów. widziałem, jak na ziemi ukazują się świetliste łuny, ale mówiłem sobie: \"To błyszczy obce złoto\". Za każdym dzwonkiem telefonu, za każdym błyskiem neonu jakaś cząstka dolara opuszcza wyspę i, wraz z innymi, które już na nią czekają w Stanach Zjednoczonych, znów się tam zrasta w cały dolar. o, były, oczywiście, wypieszczone: ich nikle i miedzie lśniły. Pojąłem teraz wszystko na wspak: to, co dotąd uważałem za oznaki bogactwa, okazało się w istocie oznakami zależności i ubóstwa. Po dziesięciu czy dwudziestu naprawach pozwolą zatrzymać na wyspie dziesięć, dwadzieścia razy więcej milionów, niż kosztowały. Za każdym razem, kiedy portowe żurawie składały na bruku nabrzeża nowe auto - auto fabrykacji amerykańskiej - krew wyciekała mocniej i szybciej. o, były, oczywiście, wypieszczone: ich nikle i miedzie lśniły. właściciele aut nie byli już w stanie dotrzymać kroku rytmowi kontynentu Wyrzucone. właściciele aut nie byli już w stanie dotrzymać kroku rytmowi kontynentu Wyrzucone. Trudno było nie zauważyć, że się w nie pakuje po sześć, siedem osób i że ich właściciele są ubrani skromnie, niekiedy biednie. Koniec końców najdroższe marki były dostępne dla portfeli dość anemicznych - pod tym jednym warunkiem, że się będzie przymierało głodem. Koniec końców najdroższe marki były dostępne dla portfeli dość anemicznych - pod tym jednym warunkiem, że się będzie przymierało głodem. Nauczyłem się także patrzeć inaczej na Vedado i jego drapacze chmur. to ona daje kilku rodzinom miliardy i niemalże szlachectwo. - Nikt im nie proponował, żeby go stworzyć??. to ona daje kilku rodzinom miliardy i niemalże szlachectwo. Mam wrażenie, że teraz widzę na przestrzał te wielkie gmachy, te współczesne pałace, i odkrywam ich pochodzenie w złych nawyczkach kraju niedorozwiniętego gospodarczo. Drobni bogacze biednego kraju rzucili się za namową Batisty i otaczających go spekulantów w szaleńcze przedsięwzięcie konkurowania z Miami - nie widząc jego konsekwencji. Drobni bogacze biednego kraju rzucili się za namową Batisty i otaczających go spekulantów w szaleńcze przedsięwzięcie konkurowania z Miami - nie widząc jego konsekwencji. .