Stona o Kubie i Castro

Castro Kuba

ze zdziwieniem patrzę na ich zwarzone twarze. Dwóch zalet wymaga się od jego gości przybywających tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. Co o nim powiedzieć? Jedwabie, parawany, kwiaty na haftach i w wazonach, dwa dwuosobowe łóżka dla mnie jednego, wszelki komfort. Moje całe paryskie mieszkanie mogłoby się zmieścić w pokoju dla milionerów, który zajmuję. Co im tak strasznie dolega? Miliony czy wrażliwość?. Strzeżonym przed ludźmi, nie przed roślinnością. Pozostał pusty teren, który zaczęła rozsadzać erupcja rozpasanych form: drapacze chmur. te z Vedado są ładne, gdy je oglądać z osobna. Na sposób kolonialnych cytadel, które od trzech wieków strzegą portu, \"Nacional\" dominuje nad morzem A jeszcze i to: rewolucja tworzy własną architekturę, która będzie piękna Pozostał pusty teren, który zaczęła rozsadzać erupcja rozpasanych form: drapacze chmur. Przeciw żarłocznej metropolii, jaką była Hiszpania, Kuba powoływała się niegdyś na niepodległość, na wolność Stanów Zjednoczonych. Więc wyciągają szyje, żeby przez ramię sąsiada dojrzeć morze. Przeciw Stanom Zjednoczonym sięga dziś do korzeni narodu i wskrzesza zmarłych kolonizatorów. O rewolucji, rzecz jasna, opowiadano mi dzień w dzień Więc bądź co bądź przeciwstawianie jednej formy luksusu innej jego formie. uważałem, że nic się nie zmieniło. uważałem, że nic się nie zmieniło. Te wielkie i ozdobne karoce defilują z szybkością człowieka idącego pieszo lub stają w ogonku za ręcznym wózkiem. Ilość aut podwoiła się, potroiła. jada się w nich rzeczywiście nieźle, ale rachunki nie wynoszą nigdy mniej niż trzy tysiące franków na głowę, a często sięgają powyżej pięciu tysięcy. panowie pokroju widomie międzynarodowego kontemplują nieobecnym wzrokiem te zaczarowane minerały Klatki są próżne. Nocnych lokali jest więcej niż kiedykolwiek. Nocnych lokali jest więcej niż kiedykolwiek. Roi się od nich wokół Prado Więc gry hazardowe na Kubie? Jeszcze dotąd uprawia się gry hazardowe? Jeden z naszych towarzyszy odpowiedział krótko:. później już ich nie ruszano. Źle poinformowany podróżnik ma wiele na swoje usprawiedliwienie No tak. Doznałem uczucia, że moje dotychczasowe wyobrażenia biorą w łeb: ujrzałem nagle, że chcąc odkryć prawdę o tej wyspie, trzeba zacząć od drugiego końca. Wszyscy ci, którzy stąd odjeżdżają z optymistyczną wizją Kuby, to ciężko chorzy: widzą to, co na wprost, nigdy nic nie dojrzą kątem oka. Właśnie ona nie pozwoliła mi podziwiać tego archipelagu ognia na czarnej szybie morza. Doznałem uczucia, że moje dotychczasowe wyobrażenia biorą w łeb: ujrzałem nagle, że chcąc odkryć prawdę o tej wyspie, trzeba zacząć od drugiego końca. Ale już przed kilkoma dniami zrozumiałem swoją wielką omyłkę. Zainwestowało ono na Kubie \"jankesowskie\" kapitały, lecz jego siedziba jest w Stanach Zjednoczonych i tam się ściąga zyski. Samolot pikował już nosem w mrowie klejnotów, między diamenty, rubiny, turkusy. Przyjrzałem się im lepiej i wreszcie dojrzałem na nich pierwszy ślad pazura Rewolucji Przyjrzałem się im lepiej i wreszcie dojrzałem na nich pierwszy ślad pazura Rewolucji rząd wiedział, co robi, gdy tak mocno uderzył w import przedmiotów luksusu Monopole Stanów Zjednoczonych wprowadzają na Kubę państwo do państwa. Mówiono mi: \"Te auta kosztują nas rocznie miliardy\". Wkrótce jeszcze lepiej zrozumiałem system, który doprowadził do zatłoczenia ulic Hawany tymi ciężkimi machinami. Najczęściej kupują je klasy średnie. Przynajmniej na tym odcinku krwotok został zahamowany. Nauczyłem się także patrzeć inaczej na Vedado i jego drapacze chmur. Pewnego wieczoru zacząłem pytać - Franqui, dyrektora dziennika \"Rewolucja\", o tę gorączkę, która w 1952 roku opanowała Vedado. - Tacy są bogaci? Za czyje pieniądze? Kubańczyków. - Czasem awanturnicy, spryciarze, którzy w ten sposób chcieli ubić własny interes. - Tacy są bogaci? Za czyje pieniądze? Kubańczyków. W co mieliby według pana inwestować, jeżeli przemysł kubański nie istniał?. - Czasem awanturnicy, spryciarze, którzy w ten sposób chcieli ubić własny interes. Na Kubie bogactwem jest ziemia Maszyny się obracają, maszyny się zmieniają i zmienia się także maszyny - wszystko w ruchu: dokąd nas to zawiedzie?. .

orange exstraklasa Brzeziny winda Transport Warszawa usługi Lomza pomorskie w27|damska|jeziora|Czerwonolicy|artykulynewspl|wiki|skrotycool|fakty 2009|wiesz big|artykuly24hpl|forum

Poczatek już za nami

wszelkie rządy o takich czy innych odchyleniach gotowi są pakować do jednego worka. Prasa sobie na tym używa władzę tę sprawuje od czternastu miesięcy, a dotąd nie spytał wyborców o zdanie, nie uczynił nawet tyle, żeby ze zwykłej kurtuazji podać datę wyborów, choćby jak najodleglejszą, choćby taką, którą by później miał jeszcze bardziej przesunąć. Jednym słowem: jawna dyktatura. Amerykańscy obywatele są bardzo przywiązani do swoich instytucji: liberalizm gospodarczy i parlamentaryzm to, według nich, dwa cycki demokracji. Albo więc demokracja, albo, rzecz jasna, faszyzm lub komunizm uważali, że to hipokryzja, że jest to - jak się mówi u nas we Francji - zakłamany hołd występku wobec cnoty. Ta Konstytucja to tylko mydlenie oczu władzę tę sprawuje od czternastu miesięcy, a dotąd nie spytał wyborców o zdanie, nie uczynił nawet tyle, żeby ze zwykłej kurtuazji podać datę wyborów, choćby jak najodleglejszą, choćby taką, którą by później miał jeszcze bardziej przesunąć. Jednym słowem: jawna dyktatura. Amerykańscy obywatele są bardzo przywiązani do swoich instytucji: liberalizm gospodarczy i parlamentaryzm to, według nich, dwa cycki demokracji. Albo więc demokracja, albo, rzecz jasna, faszyzm lub komunizm słania się na nogach i widzi, daleko przed sobą, pędzącą w tumanie kurzu czołówkę. Jednak to właśnie ją musi dojść, co oznacza, że nieszczęśnik winien biec szybciej niż najlepsi. Wyspa musi się uwijać w piekielnym tempie. Skoro zrezygnuje z wytwarzania u siebie jednego, choćby najdrobniejszego produktu, który może fabrykować, ' będzie go musiała sprowadzać z Nowego Jorku czy z Chicago, co stanie się początkiem regresji, której już nie da się zahamować: nastąpi nawrót do wielkich posiadłości ziemskich, do cukru, do niewolnictwa. Tak więc, co by nie począć, kubańska produkcja w tym okresie, tak bardzo bliskim niedawnej sytuacji półkolonialnej, nie rozwija się swobodnie, chociaż jeszcze żaden kraj nie próbował naprawdę przeszkodzić rozwojowi wyspy. Gdyby nawet założyć, że wyspa spotyka się ze wszystkich stron tylko z życzliwością, to i tak szybkość oraz rytm jej produkcji a zwłaszcza wskaźnik wzrostu byłyby od startu uwarunkowane dotychczasowym rozwojem, aktualnymi przemianami oraz zamiarami otaczających ją mocarstw. - Żąda się od nas idei, doktryny, przewidywwań - powiedział mi Guevara - a zapomina się, że nasza rewolucja jest rewolucją odporu. Chciał przez to powiedzieć, że główną sprężyną poczynań nie jest wyspa władzę tę sprawuje od czternastu miesięcy, a dotąd nie spytał wyborców o zdanie, nie uczynił nawet tyle, żeby ze zwykłej kurtuazji podać datę wyborów, choćby jak najodleglejszą, choćby taką, którą by później miał jeszcze bardziej przesunąć. Jednym słowem: jawna dyktatura. Amerykańscy obywatele są bardzo przywiązani do swoich instytucji: liberalizm gospodarczy i parlamentaryzm to, według nich, dwa cycki demokracji. Albo więc demokracja, albo, rzecz jasna, faszyzm lub komunizm skończył się szlachetny rycerz z gór gwiżdże sobie na aprobatę, chce posłuszeństwa gwiżdże sobie na aprobatę, chce posłuszeństwa wyspa staje się z miejsca jego posiadłością, schodzi do rzędu własności prywatnej. Krótko mówiąc, podczas gdy parlamentaryzm zachowuje i pomnaża prywatne formy własności i produkcji, dyktatura prowadzi do socjalizmu - to znaczy, według tych myślicieli - do koncentrowania dóbr wszystkich w rękach jednego. Nieporozumienie bierze się stąd, że poglądy Fidela Castro i jego przyjaciół są całkowicie odmienne. Kubańczycy, jak to się zaraz okaże, są szczerymi demokratami. Ale półkoloniom, nawet wyzwolonym ostatnio, brak pewnej cechy metropolii: szlachetnego idealizmu. Patrząc, jak po ich murach płyną potoki obcych neonów, za które przyszło im słono płacić, rozważając sprawę współzależności między trzciną, nędzą, niewolnictwem i niemocą, młodzi Kubańczycy pomału przywykli uważać, że polityka jest zależna od ekonomii. Należy zauważyć, że nie kierowali się przy tym żadną doktryną może nawet odpowiedzialni, ale nikt nie wiedział przed kim. Purytanów z Północy wyprowadzała z równowagi ta konstytucyjność zasady wyspa staje się z miejsca jego posiadłością, schodzi do rzędu własności prywatnej. Krótko mówiąc, podczas gdy parlamentaryzm zachowuje i pomnaża prywatne formy własności i produkcji, dyktatura prowadzi do socjalizmu - to znaczy, według tych myślicieli - do koncentrowania dóbr wszystkich w rękach jednego. Nieporozumienie bierze się stąd, że poglądy Fidela Castro i jego przyjaciół są całkowicie odmienne. Kubańczycy, jak to się zaraz okaże, są szczerymi demokratami. Ale półkoloniom, nawet wyzwolonym ostatnio, brak pewnej cechy metropolii: szlachetnego idealizmu. Patrząc, jak po ich murach płyną potoki obcych neonów, za które przyszło im słono płacić, rozważając sprawę współzależności między trzciną, nędzą, niewolnictwem i niemocą, młodzi Kubańczycy pomału przywykli uważać, że polityka jest zależna od ekonomii. Należy zauważyć, że nie kierowali się przy tym żadną doktryną oswobodzona ze swych łańcuchów półkolonia znów staje w całej swojej nędzy wobec zirytowanego mocarstwa, które dotąd było jej metropolią. Musi jak najprędzej uporać się z własną biedą - albo znów popadnie w zależność. Innego wyjścia nie ma: nawet gdyby za dotknięciem jakiejś różdżki czarodziejskiej wielkie mocarstwo wyzbyło się imperialistycznych koncepcji, wyzwolona kolonia musi się ratować o własnych siłach albo też sama oddać się w ręce swoich byłych kolonizatorów. Jednym słowem, niedorozwój to gwałtowne napięcie między dwoma narodami, a o jego nasileniu decyduje stopień zapóźnienia jednego w stosunku do drugiego. Śpiącej, trzymanej w odosobnieniu wyspie śniło się w 1958 roku, że żyje w roku 1900. Obudziła się, aby stwierdzić, że zegarek jej sąsiada szedł i dalej idzie bez zatrzymania, a on sam żyje ponad wszelką wątpliwość w roku 1958. Prawie sześćdziesiąt lat zapóźnienia: oto sedno sprawy. I jedyny problem kubański polega na tym, jak nadrobić zapóźnienie. Obecnie maruder startuje z półwiekowym handicapem gwiżdże sobie na aprobatę, chce posłuszeństwa oswobodzona ze swych łańcuchów półkolonia znów staje w całej swojej nędzy wobec zirytowanego mocarstwa, które dotąd było jej metropolią. Musi jak najprędzej uporać się z własną biedą - albo znów popadnie w zależność. Innego wyjścia nie ma: nawet gdyby za dotknięciem jakiejś różdżki czarodziejskiej wielkie mocarstwo wyzbyło się imperialistycznych koncepcji, wyzwolona kolonia musi się ratować o własnych siłach albo też sama oddać się w ręce swoich byłych kolonizatorów. Jednym słowem, niedorozwój to gwałtowne napięcie między dwoma narodami, a o jego nasileniu decyduje stopień zapóźnienia jednego w stosunku do drugiego. Śpiącej, trzymanej w odosobnieniu wyspie śniło się w 1958 roku, że żyje w roku 1900. Obudziła się, aby stwierdzić, że zegarek jej sąsiada szedł i dalej idzie bez zatrzymania, a on sam żyje ponad wszelką wątpliwość w roku 1958. Prawie sześćdziesiąt lat zapóźnienia: oto sedno sprawy. I jedyny problem kubański polega na tym, jak nadrobić zapóźnienie. Obecnie maruder startuje z półwiekowym handicapem ważne natomiast podczas wprowadzania polikultury jest to, że naród, jako całość, decyduje, co właściciel - indywidualny bądź kolektywny - będzie na nich uprawiał. Naród to, oczywiście, Instytut Reformy Rolnej, którego nikt nie wybierał i któremu nikt nie dawał mandatu. Lecz kiedy stało się zrozumiałe, że kraj umiera wskutek niestrawności spowodowanej dolarami i cukrem, kiedy stało się wiadome, że albo mu się przepisze inny pokarm, czerpany z własnej gleby, albo się dopuści do tego, że wyciągnie kopyta, wówczas przyznano Instytutowi Reformy Rolnej techniczną suwerenność - bez mandatu, którego przydzielanie zależy nawet nie od Castro, ale od surowej konieczności. I.N.R.A. to organizm, który robi, co robić należy. Istnieją, będą istniały również inne instytuty powoływane przez rząd. Wszystkie. Bo nieodzowna jest myśl obejmująca całość - myśl, dla której punktem wyjścia w przeprowadzaniu drobnych realizacji jesl całokształt tego wszystkiego, co chce się stworzyć. Aby uzyskać od robotników największą wydajność, nie narzucając im jednak wyczerpujących godzin nadliczbowych, istnieje jeden tylko środek w okresie przejściowego braku nowoczesnych maszyn: organizacja dochód narodowy wielkiego jest pięć razy większy na głowę mieszkańca niż małego. W gwałconej ekonomii, bo do tego sprowadzają się owe stosunki, przymus reprezentują Stany Zjednoczone narzuca ją tej rolniczej wyspie hyperindustrializacja kontynentu. Rewolucyjny rząd podlega temu naporowi rzeczywistości, obraduje codziennie pod groźbą, przekształca tę cudzoziemską groźbę w wymogi gospodarki kubańskiej, określa wysiłek, jaki trzeba podjąć, oraz wskazuje, który z sektorów gospodarki znajduje się bezpośrednio w większym czy mniejszym niebezpieczeństwie. Jakże mogłoby być inaczej? Czy wyspa ma prawo wyrzucać pieniądze w morze, kiedy rodzący się przemysł żąda na gwałt kapitałów? Czy ma pozwolić, żeby uprzemysłowienie dokonywało się, jak popadnie, w wyniku przypadkowego spotkania czyjegoś kapryśnego pomysłu z wypchanym portfelem kogoś drugiego? Nie. Już dłużej nie może marnotrawić swoich sił. Rolnictwo samo się domaga umiarkowanego planowania gospodarczego oswobodzona ze swych łańcuchów półkolonia znów staje w całej swojej nędzy wobec zirytowanego mocarstwa, które dotąd było jej metropolią. Musi jak najprędzej uporać się z własną biedą - albo znów popadnie w zależność. Innego wyjścia nie ma: nawet gdyby za dotknięciem jakiejś różdżki czarodziejskiej wielkie mocarstwo wyzbyło się imperialistycznych koncepcji, wyzwolona kolonia musi się ratować o własnych siłach albo też sama oddać się w ręce swoich byłych kolonizatorów. Jednym słowem, niedorozwój to gwałtowne napięcie między dwoma narodami, a o jego nasileniu decyduje stopień zapóźnienia jednego w stosunku do drugiego. Śpiącej, trzymanej w odosobnieniu wyspie śniło się w 1958 roku, że żyje w roku 1900. Obudziła się, aby stwierdzić, że zegarek jej sąsiada szedł i dalej idzie bez zatrzymania, a on sam żyje ponad wszelką wątpliwość w roku 1958. Prawie sześćdziesiąt lat zapóźnienia: oto sedno sprawy. I jedyny problem kubański polega na tym, jak nadrobić zapóźnienie. Obecnie maruder startuje z półwiekowym handicapem nie jest niczym innym, jak tylko mamidłem, o ile poprzez wolność głosowania nie wyraża wszelkich przejawów wolności. Nie wiem, jak w pańskim kraju przedstawiają się stosunki między pracodawcami a pracownikami. Ale mogę panu powiedzieć, że u nas, przed l lutego 1959 roku, nie były to stosunki demokratyczne. Dzisiaj wyspa kroczy naprzód, zwróciliśmy ludowi jego prawa jednym, a nieustannym ruchem przeprowadza się zmianę struktury i stosunków produkcyjnych. I któżby miał przeprowadzać owe zmiany jak nie kierowniczy zespół, koncentrujący w swych rękach i umiejętności, i władzę? Ale amerykański purytanin potępia wszędzie, nie uznając wyjątków ani okoliczności łagodzących, doświadczenia gospodarki kierowanej. Według niego tylko tyrani mogą myśleć o koncentrowaniu wyłącznie w swoich rękach wszelkiej władzy gospodarczej, o czym przesądza już to, że prawem kaduka zagarnęli już wszelką władzę polityczną. Nawet najbardziej liberalni Amerykanie nigdy na to nie przystaną, aby centralizacja gospodarcza dała się choćby w najmniejszej mierze pogodzić z prawdziwą demokracją. To ich credo. Ale nieporozumienie występuje w jeszcze ostrzejszej formie mało jest ważne po reformie rolnej, do kogo należą grunty wziąłem go za zestaw nowych instytucji kubańskich, czym akurat być nie mógł, bo w gruncie rzeczy te instytucje nie istnieją. Nie dlatego, żeby rewolucja była jeszcze zbyt młoda na stworzenie sobie podstawowych instytucji, bywają rewolucje, które w sześć miesięcy po narodzinach określają się na całą wieczność, nawet gdy koło fortuny tak się potoczy, że przychodzi im zniknąć w niemowlęcym wieku. Nie: Kubańczykom śpieszy się bardzo, żeby mieć pola pomidorów i huty stali, a o wiele mniej, żeby wejść w posiadanie tekstów prawnych. Zobaczymy jeszcze, jakiego rodzaju prawa narzuca im sytuacja narzuca ją tej rolniczej wyspie hyperindustrializacja kontynentu. Rewolucyjny rząd podlega temu naporowi rzeczywistości, obraduje codziennie pod groźbą, przekształca tę cudzoziemską groźbę w wymogi gospodarki kubańskiej, określa wysiłek, jaki trzeba podjąć, oraz wskazuje, który z sektorów gospodarki znajduje się bezpośrednio w większym czy mniejszym niebezpieczeństwie. Jakże mogłoby być inaczej? Czy wyspa ma prawo wyrzucać pieniądze w morze, kiedy rodzący się przemysł żąda na gwałt kapitałów? Czy ma pozwolić, żeby uprzemysłowienie dokonywało się, jak popadnie, w wyniku przypadkowego spotkania czyjegoś kapryśnego pomysłu z wypchanym portfelem kogoś drugiego? Nie. Już dłużej nie może marnotrawić swoich sił. Rolnictwo samo się domaga umiarkowanego planowania gospodarczego jednak już teraz mogę powiedzieć, że są to akty, nie słowa. Pozostaje Konstytucja z 1940 roku. Po co ją adoptowano - ktoś powie - skoro nie pora ją stosować? Odpowiedź jest prosta. Przede wszystkim ten stary testament Republiki cieszył się popularnością przecież zna pan nasze problemy, nasze pilne potrzeby. Za jakiś czas - dorzucił uprzejmie - kiedy polityka ożyje... - Dlaczegóż by miała ożyć? - spytałem, chcąąc zobaczyć, co z tego wyniknie. Jimenez to człowiek subtelny. Nad bujną brodą przewinął mu się po twarzy uśmieszek. Nie odpowiedział mi jednak. A w każdym razie nie od razu wziąłem go za zestaw nowych instytucji kubańskich, czym akurat być nie mógł, bo w gruncie rzeczy te instytucje nie istnieją. Nie dlatego, żeby rewolucja była jeszcze zbyt młoda na stworzenie sobie podstawowych instytucji, bywają rewolucje, które w sześć miesięcy po narodzinach określają się na całą wieczność, nawet gdy koło fortuny tak się potoczy, że przychodzi im zniknąć w niemowlęcym wieku. Nie: Kubańczykom śpieszy się bardzo, żeby mieć pola pomidorów i huty stali, a o wiele mniej, żeby wejść w posiadanie tekstów prawnych. Zobaczymy jeszcze, jakiego rodzaju prawa narzuca im sytuacja jednak już teraz mogę powiedzieć, że są to akty, nie słowa. Pozostaje Konstytucja z 1940 roku. Po co ją adoptowano - ktoś powie - skoro nie pora ją stosować? Odpowiedź jest prosta. Przede wszystkim ten stary testament Republiki cieszył się popularnością Fidel urządził wiec i przemawiał jednak już teraz mogę powiedzieć, że są to akty, nie słowa. Pozostaje Konstytucja z 1940 roku. Po co ją adoptowano - ktoś powie - skoro nie pora ją stosować? Odpowiedź jest prosta. Przede wszystkim ten stary testament Republiki cieszył się popularnością byli zadowoleni, że rząd oddał hołd temu historycznemu pomnikowi. Może to brzmieć paradoksalnie, ale z głębokim respektem dla Konstytucji łączyli równie głęboką pogardę dla zrodzonego przez nią systemu rządów. My, Francuzi, możemy ich zrozumieć: również i w naszych dziejach zdarzało się, że mieliśmy gorycz w ustach i żółć w gardle, myśląc o wybranych Izbach, na przykład tych z 1849 roku. Na Kubie parlamentaryzm skończył się na długi okres czasu. Raz się tylko zdarzyło, że wygwizdano Fidela Castro każde cięcie maczety, każde założenie nitu zbliża nas do pierwszego celu, do demokracji pracy. W kilka dni później poprosiłem o okazały zbiór ustaw rewolucyjnych Fidel urządził wiec i przemawiał wziąłem go za zestaw nowych instytucji kubańskich, czym akurat być nie mógł, bo w gruncie rzeczy te instytucje nie istnieją. Nie dlatego, żeby rewolucja była jeszcze zbyt młoda na stworzenie sobie podstawowych instytucji, bywają rewolucje, które w sześć miesięcy po narodzinach określają się na całą wieczność, nawet gdy koło fortuny tak się potoczy, że przychodzi im zniknąć w niemowlęcym wieku. Nie: Kubańczykom śpieszy się bardzo, żeby mieć pola pomidorów i huty stali, a o wiele mniej, żeby wejść w posiadanie tekstów prawnych. Zobaczymy jeszcze, jakiego rodzaju prawa narzuca im sytuacja Kubańczycy zachowali wdzięczność dla Konstytucji, że pozwoliła im w 1944 roku przepędzić Batistę po raz pierwszy Fidel urządził wiec i przemawiał owszem, bardzo dobrze. Ale skąd wziąć partie rzeczywiste? Myśli pań, że się same urodzą? Wątpliwe Fidel urządził wiec i przemawiał nieustannie wyjaśniamy tę prawdę, że po przepędzeniu obszarników naród niedorozwinięty gospodarczo musi widzieć w produkcji wspólny mianownik, wspólny interes wszystkich klas. Czym byłby obecnie wybieralny parlament? Zwierciadłem naszej niezgody. - Mówił pań, że niezgody nie ma. - Właśnie, trzeba napięcia pracy, temperatuury stopu, ażeby grupy i osoby mogły się uwolnić od swego ograniczonego punktu widzenia. Na szczęście wszystko, co robi się u nas, robi się na gorąco. Lecz gdyby pan wszystko zatrzymał, żeby dać ludziom ustawę wyborczą, wtedy by się rozdzielili, bo ustawa wyborcza jest po to, żeby rozdzielać. Wystarczy na dowód powiedzieć, że nazywają ją sprawiedliwą, gdy grupy i interesy są reprezentowane w parlamencie proporcjonalnie do swojego znaczenia narodowego. I zresztą wyborca powinien przecież wybierać nie bardzo więc rozumiem, dlaczego byście mieli wyrzekać się triumfu? - Z jednego powodu - odpowiedział. - Nie chhcemy płacić za triumf rewolucjonistów miażdżeniem rewolucji. Co jest istotą naszej ekipy? Jedność poglądów, jedność praktyczna. Jesteśmy wielością w jedności nie bardzo więc rozumiem, dlaczego byście mieli wyrzekać się triumfu? - Z jednego powodu - odpowiedział. - Nie chhcemy płacić za triumf rewolucjonistów miażdżeniem rewolucji. Co jest istotą naszej ekipy? Jedność poglądów, jedność praktyczna. Jesteśmy wielością w jedności otrzymał brawa. Ale gdy mówiąc o suwerenności narodu zaczął wyjaśniać, w jakich formach ta suwerenność będzie się przejawiała, szczególnie podkreślając system Izb ustawodawczych, powstał wówczas taki harmider, że uznał za właściwe nie nastawać dłużej. Trzeba było w każdym razie zdać sobie jasno sprawę, że ci ludzie nie kochają swoich dawnych posłów z konieczności, przez jedność swego praktycznego działania rewolucja jest swoją własną prawicą i swoją własną lewicą. Znaleźli się w niej i z sobą związali członkowie ruchu oporu i rebelianci. Każda nowa partia musiałaby najpierw akceptować ramy rewolucyjnej działalności, jej podstawowe zamierzenie i środki owszem, bardzo dobrze. Ale skąd wziąć partie rzeczywiste? Myśli pań, że się same urodzą? Wątpliwe istnieją więc co najmniej dwie partie. Znaczy to, że istnieje wymienna ekipa, co nie jest znów takie złe, ale co znaczy również, że istnieje wymienna gospodarka. Dwie gospodarki, dlaczego by nie? Ale gdzie indziej, nie na naszej wyspie i nie dzisiaj. I spytał mnie wprost: - Co by pan począł, gdyby panu zaproponowanno przeprowadzenie wyborów na Kubie? Wyborcę znajdzie się zawsze i nie on nas niepokoi. Ale co z tymi, których należałoby wybierać? Ustanowimy na papierze liczne partie jeden i ten sam człowiek jest wszędzie równocześnie istnieją więc co najmniej dwie partie. Znaczy to, że istnieje wymienna ekipa, co nie jest znów takie złe, ale co znaczy również, że istnieje wymienna gospodarka. Dwie gospodarki, dlaczego by nie? Ale gdzie indziej, nie na naszej wyspie i nie dzisiaj. I spytał mnie wprost: - Co by pan począł, gdyby panu zaproponowanno przeprowadzenie wyborów na Kubie? Wyborcę znajdzie się zawsze i nie on nas niepokoi. Ale co z tymi, których należałoby wybierać? Ustanowimy na papierze liczne partie Urrutia nie przekroczył sześćdziesiątki. Zgodni są jednak, że prezydentem Republiki powinien być człowiek w latach, co jest zewnętrzną oznaką rozwagi ta wyspa ma pięćdziesięciolatków niezwykle dyskretnych. Szczupły blondyn bez zarostu, minister komunikacji, na pewno nie jest beniaminkiem Rewolucji partia ortodoksyjna zachowała egzystencję nominalną i siedzibę ale jednocześnie można zauważyć, że szybko zaczynają się starzeć - o wiele za szybko, moim zdaniem. Słyszałem od niektórych z nich, że upór Urrutii należy tłumaczyć brzemieniem jego wieku kurczowo się ich trzymali. Nowo przybywający spostrzegli - skoro tylko zdołali podnieść wzrok i ogarnąć kubańskie społeczeństwo - że u wszystkich drzwi jest tłok, że ostatnie miejsca pracy zostały zdobyte szturmem przez ich starszych braci. Potem drzwi zamknięto: ani mowy, żeby się przepchać. Z jednej strony muru była niezmienna piramida ludzi jakoś urządzonych, a z drugiej powiększający się z roku na rok tłum bezrobotnych, którego pierwsze szeregi odczuwały coraz bliższy, coraz mocniejszy napór następnych. Żadnej przyszłości, chyba że nazwać przyszłością kurczące się możliwości egzystencji. Nowi bezrobotni odkrywali, że bezrobocie nie jest rzeczą przypadku, że to po prostu ich przeznaczenie. Masy owych młodych ludzi odmówiły nagle uznawania systemu, który im odmawiał życia. Dorośli mieli szczęście - a może nieszczęście, patrząc na to dzisiejszymi oczyma - że mieli pracę: jeszcze więc coś posiadali, co by mogli utracić opowie się za nią trochę czterdziestolatków. Ale podejmie się pan wynaleźć jej program? Ta mieszczańska formacja umiarkowanej lewicy nie będzie miała czoła stanąć bardziej na lewo od rewolucjonistów i nie będzie też tak naiwna, żeby stawać na prawo od nich. Rewolucja jest nieodwracalna: czy ktoś może sądzić, że naród oddałby głosy na kandydata, który by proponował odejść od reformy rolnej i zacząć od momentu zerowego? Prawda przedstawia się tak, że w półkolu ław poselskich nie byłoby dziś miejsca na żadną inną orientację to wystarczy, by koledzy żartowali sobie z jego młodzieńczości, co znów powoduje, że ich własna młodość budzi zdziwienie. Armando Hart ma dwadzieścia siedem lat, Guevara, Raul Castro ledwo przekroczyli trzydziestkę. Kiedy nie rozmawiają o sprawach publicznych, są to, między sobą, młodzi ludzie, którzy uprawiają szermierkę na ciężkie dowcipy dlatego też cieszą się, że nowy prezydent, Dorticos, liczy sobie, jak mi powiedział jeden z nich, "co najmniej czterdzieści lat". Jeśli chodzi o mnie, czuję się - gdy jestem pośród nich - bardziej stary niż w Paryżu. I, mimo ich bezgranicznej uprzejmości, obawiam się, że ich krępuję swoją osobą, a zarazem zdradzam mych rówieśnych. Ponieważ istniała potrzeba rewolucji, okoliczności dały młodzieży mandat na jej przeprowadzenie. Tylko w młodych było pod dostatkiem gniewu i lęku, by się tego podjąć - i pod dostatkiem czystości, by się im powiodło. Przyrost demograficzny obalał na tej wyspie równowagę i sprawiał, że starzy byli w mniejszości. Ale starzy mieli od dawna posady, miejsca pracy krążąc po wyspie, stykając się z ludźmi na wszystkich szczeblach kierowniczej drabiny, spotykałem - jeśli wolno mi się tak wyrazić - moich synów. A w każdym razie synów moich rówieśników. Ojców się nie zauważa ale skąd się to brało, że właśnie starsi nie cieszyli się zaufaniem? Synowie przemierzali okolice pod fałszywymi nazwiskami, zaopatrzeni w fałszywe papiery jedną i te samą całość stanowiło dla nich starcie na proch zaciężnej armii i zmuszenie do abdykacji starszych pokoleń. W tej zaskakującej przygodzie wsie wyzwoliły miasta, a synowie ojców. Gdy żołnierze wracają z wojny, łączy ich braterstwo niedostępne cywilom ale skąd się to brało, że właśnie starsi nie cieszyli się zaufaniem? Synowie przemierzali okolice pod fałszywymi nazwiskami, zaopatrzeni w fałszywe papiery ma dwadzieścia dziewięć lat: przeciętny wiek w tej ekipie. Cechuje go jednak właściwa młodzieniaszkom wesołość na poważnie widzieli, że starsi od nich nie chcą się narazić tyranii, i myśleli: "Godzą się z nieszczęściem, bo to nasze nieszczęście". Porywając się przeciw przywilejom, synowie buntowali się zarazem przeciw dorosłym i, w obliczu ich zrezygnowania, doszli do bezkompromisowości, której już nie utracili i która pomogła im zrozumieć bezkompromiso-wość Fidela Castro. Dla tych enfants terribles rewolta przeciw dyktaturze stanowiła jedną całość z rewoltą przeciw postawie ludzi, którzy swoją biernością przyzwalali na dyktaturę bądź ją podtrzymywali ale skąd się to brało, że właśnie starsi nie cieszyli się zaufaniem? Synowie przemierzali okolice pod fałszywymi nazwiskami, zaopatrzeni w fałszywe papiery zwiodła go spokojna obecność młodziutkiej żony i niemowlęcia. Utrzymano go w tej niewiedzy, aby nic nie zakłócało nocnych wypadów syna. Co gorsza, o wszystkim wiedziała synowa rewolucja zwyciężyła, więc działalność syna była w pełni godna pochwały. Nie wiem, czy ów lekarz zastanawiał się nad samym sobą, czy doszukiwał się powodów ostrożności, która, koniec końców, zawierała potępienie dla niego regularny zarobek, choćby nawet najskromniejszy, skłania do rezygnacji. Młodzi nie mieli nic do stracenia regularny zarobek, choćby nawet najskromniejszy, skłania do rezygnacji. Młodzi nie mieli nic do stracenia zwiodła go spokojna obecność młodziutkiej żony i niemowlęcia. Utrzymano go w tej niewiedzy, aby nic nie zakłócało nocnych wypadów syna. Co gorsza, o wszystkim wiedziała synowa jedną i te samą całość stanowiło dla nich starcie na proch zaciężnej armii i zmuszenie do abdykacji starszych pokoleń. W tej zaskakującej przygodzie wsie wyzwoliły miasta, a synowie ojców. Gdy żołnierze wracają z wojny, łączy ich braterstwo niedostępne cywilom nie ich w tym wina i nie moja. Wyobrażam sobie, że można na sto innych sposobów opisać styl ludzi i funkcjonowanie mechanizmu państwa. Co do mnie, zaczynam od tego jednego sposobu i będę się go trzymał. Jeżeli jest potrzebna - a jest potrzebna - jakaś nić przewodnia, to najbardziej bezpośrednią, najbardziej niewątpliwą oczywistością jest młodzież zwiodła go spokojna obecność młodziutkiej żony i niemowlęcia. Utrzymano go w tej niewiedzy, aby nic nie zakłócało nocnych wypadów syna. Co gorsza, o wszystkim wiedziała synowa mimo swojej wątłości więcej budziła zaufania niż mężczyzna w sile wieku. Wyjaśnienie całej tej historii odbyło się w radosnej atmosferze zwiodła go spokojna obecność młodziutkiej żony i niemowlęcia. Utrzymano go w tej niewiedzy, aby nic nie zakłócało nocnych wypadów syna. Co gorsza, o wszystkim wiedziała synowa wieczorami, w Hawanie, przeprowadza ćwiczenia nad morzem. Nie przestając być sobą, młodością, przeistoczyła się w wewnętrzną wartość swoich przywódców. Deklarując swą rewolucyjność, działała jako statut społeczny wieczorami, w Hawanie, przeprowadza ćwiczenia nad morzem. Nie przestając być sobą, młodością, przeistoczyła się w wewnętrzną wartość swoich przywódców. Deklarując swą rewolucyjność, działała jako statut społeczny ma szczęście, bo inaczej by się to dla niej skończyło samounicestwieniem to porządni ludzie, byli mi wzorem w dzieciństwie, chciałem ich przez całe życie naśladować. A potem rozczarowałem się a jeśli nawet można było je znaleźć, należało szukać tej elity w podejrzanym świecie ludzi dojrzałych. Wykwalifikowani specjaliści mają skłonność do wyczekiwania jak ci młodzi ludzie przedłużają w konstruktywnej rewolucji jej negatywne właściwości rebelii jak realizują w praktyce wyrok, który na ludzi dojrzałych wydała presja demograficzna. Innymi słowy: co zrobiła z nich władza? Co oni robią z władzy? Czy na tej wyspie, która każdego dnia młodnieje, przeprowadzili konieczny przewrót w dziedzinie sojuszów i oparli swoją praktyczną demokrację na jak najbardziej nowych stosunkach międzyludzkich? Kiedy objęli władzę, wówczas ich młodość stała się miarą ich niedostatków i ona też im pozwoliła je udźwignąć. Na wszystkie stanowiska potrzebowano fachowców, techników, ekspertów, specjalistów: skąd ich brać? Brakowało kadr wieczorami, w Hawanie, przeprowadza ćwiczenia nad morzem. Nie przestając być sobą, młodością, przeistoczyła się w wewnętrzną wartość swoich przywódców. Deklarując swą rewolucyjność, działała jako statut społeczny otóż nazajutrz po dziejowych burzach, kiedy wszystko leży powywracane, kiedy trzeba uprzątnąć ślady wojny i kiedy nawrót wrogiej ofensywy nie jest jeszcze zupełnie wykluczany - podstawową więź stanowi wówczas zaufanie. - Castro - powiedział mi któregoś dnia Guevvara, wskazując na swoją głowę - z trudem mógłby znaleźć głowę odpowiedniejszą jak ci młodzi ludzie przedłużają w konstruktywnej rewolucji jej negatywne właściwości rebelii trzymali się w rezerwie, między światłem a cieniem, i ukradkiem badali puls rewolucji wieczorami, w Hawanie, przeprowadza ćwiczenia nad morzem. Nie przestając być sobą, młodością, przeistoczyła się w wewnętrzną wartość swoich przywódców. Deklarując swą rewolucyjność, działała jako statut społeczny otóż nazajutrz po dziejowych burzach, kiedy wszystko leży powywracane, kiedy trzeba uprzątnąć ślady wojny i kiedy nawrót wrogiej ofensywy nie jest jeszcze zupełnie wykluczany - podstawową więź stanowi wówczas zaufanie. - Castro - powiedział mi któregoś dnia Guevvara, wskazując na swoją głowę - z trudem mógłby znaleźć głowę odpowiedniejszą otóż nazajutrz po dziejowych burzach, kiedy wszystko leży powywracane, kiedy trzeba uprzątnąć ślady wojny i kiedy nawrót wrogiej ofensywy nie jest jeszcze zupełnie wykluczany - podstawową więź stanowi wówczas zaufanie. - Castro - powiedział mi któregoś dnia Guevvara, wskazując na swoją głowę - z trudem mógłby znaleźć głowę odpowiedniejszą zdecydowano obejść się bez ich usług, zadania przydzielało zaufanie. Rząd rebeliantów i członków ruchu oporu stawiał rebeliantów i członków ruchu oporu na czele najbardziej technicznych wydziałów w ministerstwach i instytucjach. Otóż ani jedni, ani drudzy nie mieli dotąd czasu (w dwudziestym roku życia pochłonął ich zamęt walki) wyrobić sobie jaśniejszego poglądu na ten czy inny wycinek problemów kubańskich, zdobyć potrzebnych kompetencji i doszlifować ich. Wszyscy się uskarżali, o czym już mówiłem, na szkolnictwo: słowa, słowa, w których nie ma prawdy tym, którzy chcieli studiować i uzyskać na uniwersytecie pierwsze stopnie wyspecjalizowania, Batista odmawiał kultury w sposób bardziej jeszcze kategoryczny: byle niepokój na uniwersytecie wystarczał mu w ostatnich latach za pretekst do zamykania uniwersytetu sine die (Ostatnie w czasie zamknięcie uniwersytetu trwało od 26 listopada 1956 roku do kwietnia 1959 roku). .Doprawdy, nic i nikt nie mógł pomóc młodym na odpowiedzialnych stanowiskach otóż nazajutrz po dziejowych burzach, kiedy wszystko leży powywracane, kiedy trzeba uprzątnąć ślady wojny i kiedy nawrót wrogiej ofensywy nie jest jeszcze zupełnie wykluczany - podstawową więź stanowi wówczas zaufanie. - Castro - powiedział mi któregoś dnia Guevvara, wskazując na swoją głowę - z trudem mógłby znaleźć głowę odpowiedniejszą jak ci młodzi ludzie przedłużają w konstruktywnej rewolucji jej negatywne właściwości rebelii jak realizują w praktyce wyrok, który na ludzi dojrzałych wydała presja demograficzna. Innymi słowy: co zrobiła z nich władza? Co oni robią z władzy? Czy na tej wyspie, która każdego dnia młodnieje, przeprowadzili konieczny przewrót w dziedzinie sojuszów i oparli swoją praktyczną demokrację na jak najbardziej nowych stosunkach międzyludzkich? Kiedy objęli władzę, wówczas ich młodość stała się miarą ich niedostatków i ona też im pozwoliła je udźwignąć. Na wszystkie stanowiska potrzebowano fachowców, techników, ekspertów, specjalistów: skąd ich brać? Brakowało kadr znalazłby może bardziej udaną, ale wie, że nie znajdzie takiej, z którą jego własna mogłaby porozumieć się lepiej nawet w szczegółach myśli. Uznanych praktyków pozostawiono ich niepewności ci praktycy nauczyli się od czasów uniwersyteckich łączyć nierozdzielnie praktykę i wiedzę cele były widoczne, ale droga do nich nie utorowana. Co mieli robić ci młodzi, skrupulatni ludzie? To samo, co by kto bądź zrobił na ich miejscu traktują strefę, okręg gospodarczy jak żywe ciało i wiedzą, że jedno jest w nim zależne od drugiego. Dla mnie jednak ten sukces lekarzy-agronomów bierze się przede wszystkim ze szczególnego charakteru ich umiejętności sytuacje były zbyt odmienne zrozumieli, że weszli w okres "człowieka-orkiestry" w improwizowanym przez siebie rozwiązaniu widzą od jednego rzutu oka zastosowanie ścisłego prawa, które będą próbowali ustalić. Fakultet medycyny nie sam tak króluje na swoje wytłumaczenie może powiedzieć tyle tylko, że tego drugiego nie ma. Nikt na Kubie nie posiada pełnych kwalifikacji, żeby robić, co robi do administrowania każdą z nich, na wszystkich szczeblach, potrzebni byli agronomowłe. Wzięto lekarzy, niekiedy weterynarzy. Pytali, co tam mają robić. Otrzymali odpowiedź: - Zobaczycie. Było sporo niepowodzeń, zwłaszcza w pierwszych miesiącach, ale, podsumowawszy wszystko, korpus medyczny wypełnił swoje dodatkowe zadanie lepiej niż zaszczytnie. .- To dlatego - powiedział mi ktoś - że lekarze mają wyczucie organizmu ale ludzie tym się nie przejmują każdy jego kolejny sukces to kolejne odroczenie, ale już następny dzień, następna godzina są dla niego w dalszym ciągu niepewne. Jest uzurpatorem, być może, ale tymczasowym w improwizowanym przez siebie rozwiązaniu widzą od jednego rzutu oka zastosowanie ścisłego prawa, które będą próbowali ustalić. Fakultet medycyny nie sam tak króluje nie licowałoby to z poczuciem dumy. Istnieje jednak wyjątek: Jimenez. Z góry miał kwalifikacje na kierowanie I.N.R.A. Jedyne wartościowe studium o Kubie, opublikowane za czasów Batisty, wyszło spod pióra tego geografa. Czy doszedł do geografii przez bunt, czy do buntu poprzez geografię? Pewne jest w każdym razie, że ujawniał w swojej książce schorzenia i wskazywał leki do swojej nowej działalności wnieśli dotychczasowe przyzwyczajenia każdy jego kolejny sukces to kolejne odroczenie, ale już następny dzień, następna godzina są dla niego w dalszym ciągu niepewne. Jest uzurpatorem, być może, ale tymczasowym nominacja oznacza wystawienie człowieka na próbę, nic więcej każdy jego kolejny sukces to kolejne odroczenie, ale już następny dzień, następna godzina są dla niego w dalszym ciągu niepewne. Jest uzurpatorem, być może, ale tymczasowym nie licowałoby to z poczuciem dumy. Istnieje jednak wyjątek: Jimenez. Z góry miał kwalifikacje na kierowanie I.N.R.A. Jedyne wartościowe studium o Kubie, opublikowane za czasów Batisty, wyszło spod pióra tego geografa. Czy doszedł do geografii przez bunt, czy do buntu poprzez geografię? Pewne jest w każdym razie, że ujawniał w swojej książce schorzenia i wskazywał leki na swoje wytłumaczenie może powiedzieć tyle tylko, że tego drugiego nie ma. Nikt na Kubie nie posiada pełnych kwalifikacji, żeby robić, co robi czynił to z obiektywnością, która ani trochę nie przypadła do gustu reżymowi: książkę skonfiskowano. Obecnie ukazała się ponownie, wciąż aktualna. Mówiąc o tym, do czego jednak oto prowadzę: najbardziej niezawodna wiedza i uznawane wszędzie, nawet za granicą, kompetencje są dla tego rewolucjonisty kwalifikacjami tylko pozornymi: wszystko, co zostało napisane, powiedziane, zrobione przed pierwszym dniem owego wiadomego roku, jest i będzie martwą literą, to przeszłość. Jimenez geograf nie ma większych kwalifikacji od Jimeneza rebelianta, by się stać reformatorem. Ma pełne dane i jest godny kierować Instytutem dzięki mozolnemu wysiłkowi, na jaki musiał się zdobywać i wciąż się zdobywa, aby samemu się przeobrazić przeobrażając kraj. Podczas powstania mógł być bez trudu uczonym oraz żołnierzem: te obydwie działalności nie są ze sobą ani w stanie wojny, ani pokoju: nie znają się nawzajem. Wszystko zaczęło się dopiero po zwycięstwie: nie da się zakreślić granicy, nie da się powiedzieć "odtąd-dotąd" wymogom sprawy narodowej. Jest rzeczą niemożliwą być w spokoju ducha i geografem, i rewolucjonistą. Jimenez wprzągł geografię w służbę rewolucji. Trzeba było przystosować wiedzę naukową do szczegółów potrzeb praktycznych, nieustannie przeobrażać uczonego w praktyka, aby poddać działanie kontroli wiedzy. Jego znajomość miejscowości, terenu, klimatu straciła wszelką autonomię: sprowadza się ona codziennie, tylko dla niego czytelna, do zarządzeń z rodzaju detalicznych: założyć w takiej a takiej węglami spółdzielnię złożoną z dziesięciu bądź piętnastu rodzin oblatuje nas strach, że nie potrafimy czegoś wchłonąć lub zatrzymać. Kiedy "człowiek-orkiestra" jest zbyt stary, rewolucja skrzypi, sztywnieje: następują ciągłe tarcia, wszystko robi się nerwowo. W krajach niedorozwiniętych, które próbują wybrnąć z sytuacji, brak kadr wywiera zdwojony nacisk na przywódców: produkować, najpilniejsza rzecz to produkować. Przystępuje się więc do batalii: o pomidory, o ryż, następnie o żelazo. Przeznaczać wówczas jedną czy drugą godzinę na postudiowanie agronomii, obróbki metali - to znaczy ukraść ją i stracić. Traci się ją równie dobrze, angażując się, a nie widząc przy tym dalej niż koniec własnego nosa i pracując we mgle. Tyle tylko, że jest to mniej widoczne: już się nie kradnie, w grę wchodzi marnotrawstwo. W ostatecznym rozrachunku koszty są takie same nominacja oznacza wystawienie człowieka na próbę, nic więcej nie licowałoby to z poczuciem dumy. Istnieje jednak wyjątek: Jimenez. Z góry miał kwalifikacje na kierowanie I.N.R.A. Jedyne wartościowe studium o Kubie, opublikowane za czasów Batisty, wyszło spod pióra tego geografa. Czy doszedł do geografii przez bunt, czy do buntu poprzez geografię? Pewne jest w każdym razie, że ujawniał w swojej książce schorzenia i wskazywał leki nominacja oznacza wystawienie człowieka na próbę, nic więcej nawet większe, jeżeli będzie trzeba ponownie przystąpić do tej samej roboty. Jakże produkować, jak zwiększyć produkcję bez dostatecznej wiedzy? Nie należy przy tym utożsamiać rewolucji - która podejmuje świadome ryzyko i opiera swoje inwencje na doświadczeniu - z awanturnictwem, które jest tylko przezabawną grą przypadków. Krótko mówiąc, dwojakie i sprzeczne z sobą wymogi określają czas rewolucjonistów: ani minuty na teorię, wszelka akcja musi być oparta na doświadczeniu. "Człowiek-orkiestra" wie najpierw, że nie wie nic, że wszystkiego musi się nauczyć, więc musi uczyć się cały czas, ale ponieważ wszystko przed nim do zrobienia, więc musi przez cały czas działać. nie osiąga się tego bez nadwerężenia sobie kości. W chwili kiedy ludzie przywykli do naukowych gabinetów uczyli się wprowadzać teorię w czyn, inni, uformowani przez czyn, musieli szukać światła teorii. Jednym i drugim mocno doskwierały ich braki, a już najbardziej w pierwszych miesiącach 1959 roku. Stając przed zadaniami nie cierpiącymi zwłoki, odczuwali swoje mankamenty tak dotkliwie, że czuli się zagubieni. Jedni mówili: "Czy się odważę podjąć decyzję?", a drudzy: "Czy będę rozumiał, co zadecyduję?" Z tych dwu wypadków drugi może wydać się bardziej deprymujący: oto po dwóch latach dżungli konieczność powrotu na ławę szkolną. Gdyby mieli czterdziestkę, wiek by sprawił, że ich niewiedza byłaby w sobie bardziej okrzepła, a zdolności nadszarpnięte rdzą: ludzie dojrzali gubią się, gdy chce się ich uczyć czynił to z obiektywnością, która ani trochę nie przypadła do gustu reżymowi: książkę skonfiskowano. Obecnie ukazała się ponownie, wciąż aktualna. Mówiąc o tym, do czego jednak oto prowadzę: najbardziej niezawodna wiedza i uznawane wszędzie, nawet za granicą, kompetencje są dla tego rewolucjonisty kwalifikacjami tylko pozornymi: wszystko, co zostało napisane, powiedziane, zrobione przed pierwszym dniem owego wiadomego roku, jest i będzie martwą literą, to przeszłość. Jimenez geograf nie ma większych kwalifikacji od Jimeneza rebelianta, by się stać reformatorem. Ma pełne dane i jest godny kierować Instytutem dzięki mozolnemu wysiłkowi, na jaki musiał się zdobywać i wciąż się zdobywa, aby samemu się przeobrazić przeobrażając kraj. Podczas powstania mógł być bez trudu uczonym oraz żołnierzem: te obydwie działalności nie są ze sobą ani w stanie wojny, ani pokoju: nie znają się nawzajem. Wszystko zaczęło się dopiero po zwycięstwie: nie da się zakreślić granicy, nie da się powiedzieć "odtąd-dotąd" wymogom sprawy narodowej. Jest rzeczą niemożliwą być w spokoju ducha i geografem, i rewolucjonistą. Jimenez wprzągł geografię w służbę rewolucji. Trzeba było przystosować wiedzę naukową do szczegółów potrzeb praktycznych, nieustannie przeobrażać uczonego w praktyka, aby poddać działanie kontroli wiedzy. Jego znajomość miejscowości, terenu, klimatu straciła wszelką autonomię: sprowadza się ona codziennie, tylko dla niego czytelna, do zarządzeń z rodzaju detalicznych: założyć w takiej a takiej węglami spółdzielnię złożoną z dziesięciu bądź piętnastu rodzin zadecydować, jakie ziarno należy siać w takim a takim miejscu, gdzie indziej zarządzić przystąpienie do prac zalesiania. Niełatwa to rzecz stać się człowiekiem czynu, kiedy jest się uczonym zadecydować, jakie ziarno należy siać w takim a takim miejscu, gdzie indziej zarządzić przystąpienie do prac zalesiania. Niełatwa to rzecz stać się człowiekiem czynu, kiedy jest się uczonym.

Często spotykam w hallu rosłych Yankees (tak się jeszcze nazywa ich na Kubie, chyba żeby się mówiło Americano) Niewiele tym razem brakowało, żebym nic z niego nie zrozumiał. Mieszkamy w jednej z najelegantszych dzielnic. Dwóch zalet wymaga się od jego gości przybywających tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. ze zdziwieniem patrzę na ich zwarzone twarze. Tę zakazaną ziemię drążyło szaleństwo chwastów. Pozostał pusty teren, który zaczęła rozsadzać erupcja rozpasanych form: drapacze chmur. Znaczna ich część to hotele: \"Habana Hilton\", \"Capri\" i dwadzieścia innych. Kiedy wzrok próbuje je połączyć, wymykają się: nie ma jedności, każdy sobie. Rozparcelowano ją, chwasty nagle znikły w 1952 roku. Więc wyciągają szyje, żeby przez ramię sąsiada dojrzeć morze. Sześć pięter - i ani o jedno więcej Ale - mówiłem sobie - przecież narodowe aspiracje Kuby nie mogły się ograniczyć tylko do tego. Tymczasem szukałem jej po ulicach stolicy. \"Nacional\", oczywiście, nie jest znów taki stary, ale wyłonił się z ziemi przed upadkiem, przed rezygnacją. Chevrolet, chrysler, buick, de soto: wozy wszelkich marek. Ilość aut podwoiła się, potroiła. O rewolucji, rzecz jasna, opowiadano mi dzień w dzień Przywołuje się taksówkę, taksówka podjeżdża: cadillac. Chociaż - tak: wprawdzie los biedaków w ludowych dzielnicach nie wydał mi się ani gorszy, ani lepszy, za to w innych dzielnicach wzrosła ilość widomych oznak bogactwa. panowie pokroju widomie międzynarodowego kontemplują nieobecnym wzrokiem te zaczarowane minerały Klatki są próżne. jada się w nich rzeczywiście nieźle, ale rachunki nie wynoszą nigdy mniej niż trzy tysiące franków na głowę, a często sięgają powyżej pięciu tysięcy. panowie pokroju widomie międzynarodowego kontemplują nieobecnym wzrokiem te zaczarowane minerały Klatki są próżne. W \"Tropicana\" - największym dansingu świata - tłumy przy zielonych stolikach. Niebo dziś rano bezchmurne, siedzę przy swoim stole, widzę przez okna tłum podniebnych graniastosłupów i czuję się wyleczony z tej złośliwej choroby, przez którą omal bym nie dostrzegł prawdy o Kubie. Źle poinformowany podróżnik ma wiele na swoje usprawiedliwienie No tak. Niebo dziś rano bezchmurne, siedzę przy swoim stole, widzę przez okna tłum podniebnych graniastosłupów i czuję się wyleczony z tej złośliwej choroby, przez którą omal bym nie dostrzegł prawdy o Kubie. do dziś rano nie wiedziałem, co za chorobę ono oznacza. Retinosis - tego słowa było mi brak. Było to nocą: wracałem samolotem z podróży w głąb wyspy. Wobec tego, powiedziałem sobie, wraz z innymi usprawiedliwiony jestem i ja. Było to nocą: wracałem samolotem z podróży w głąb wyspy. Wszyscy ci, którzy stąd odjeżdżają z optymistyczną wizją Kuby, to ciężko chorzy: widzą to, co na wprost, nigdy nic nie dojrzą kątem oka. Doznałem uczucia, że moje dotychczasowe wyobrażenia biorą w łeb: ujrzałem nagle, że chcąc odkryć prawdę o tej wyspie, trzeba zacząć od drugiego końca. Za każdym dzwonkiem telefonu, za każdym błyskiem neonu jakaś cząstka dolara opuszcza wyspę i, wraz z innymi, które już na nią czekają w Stanach Zjednoczonych, znów się tam zrasta w cały dolar. Zainwestowało ono na Kubie \"jankesowskie\" kapitały, lecz jego siedziba jest w Stanach Zjednoczonych i tam się ściąga zyski. Mówiono mi: \"Te auta kosztują nas rocznie miliardy\". Kuba wypadła z kursu Mówiono mi: \"Te auta kosztują nas rocznie miliardy\". o, były, oczywiście, wypieszczone: ich nikle i miedzie lśniły. o, były, oczywiście, wypieszczone: ich nikle i miedzie lśniły. rząd wiedział, co robi, gdy tak mocno uderzył w import przedmiotów luksusu Te wozy kubańskiej adaptacji będą służyć Kubie jeszcze długie lata. Pewnego wieczoru zacząłem pytać - Franqui, dyrektora dziennika \"Rewolucja\", o tę gorączkę, która w 1952 roku opanowała Vedado. - Co prawda, wchoddziły również w grę duże sumy inwestycyjne, ale przede wszystkim budowali drobni i średni ciułacze. - Tacy są bogaci? Za czyje pieniądze? Kubańczyków. To najpewniejsza lokata według naszych klas średnich. Niech pan sobie wyobrazi sklepikarzy w podeszłym wieku, którzy przez całe życie zaoszczędzili pięć, dziesięć tysięcy dolarów. nierozważny fabrykant musiał więc w końcu zrozumieć. nie mogąc na nich siać, pokryli je budowlami Drobni bogacze biednego kraju rzucili się za namową Batisty i otaczających go spekulantów w szaleńcze przedsięwzięcie konkurowania z Miami - nie widząc jego konsekwencji. Drapacz chmur z Vedado to kopia, która jest zaprzeczeniem oryginału: w Stanach Zjednoczonych była najpierw maszyna i to ona zdecydowanie określiła styl budownictwa mieszkaniowego. .

Niewiele tym razem brakowało, żebym nic z niego nie zrozumiał. Dwóch zalet wymaga się od jego gości przybywających tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. Hotel \"Nacional\", ze swoimi dwoma graniastosłupami zębatych wieżyc, to forteca luksusu. ze zdziwieniem patrzę na ich zwarzone twarze. Często spotykam w hallu rosłych Yankees (tak się jeszcze nazywa ich na Kubie, chyba żeby się mówiło Americano) Do samego końca dociskam urządzenie klimatyzacyjne, żeby się narozkoszować zimnym powietrzem bogaczy. Nie musiałem długo dociekać, jakie przyczyny dają hotelowi \"Nacional\" jego jeszcze nie kwestionowaną dotąd przewagę. ze zbytkownym szczękaniem zębami patrzę na spotniałych przechodniów. ze zbytkownym szczękaniem zębami patrzę na spotniałych przechodniów. te z Vedado są ładne, gdy je oglądać z osobna. Więc wyciągają szyje, żeby przez ramię sąsiada dojrzeć morze. Kiedy wzrok próbuje je połączyć, wymykają się: nie ma jedności, każdy sobie. bezład kształtów i kolorów. wyprowadzi z ziemi swoje własne miasta. Przeciw żarłocznej metropolii, jaką była Hiszpania, Kuba powoływała się niegdyś na niepodległość, na wolność Stanów Zjednoczonych. Przeciw żarłocznej metropolii, jaką była Hiszpania, Kuba powoływała się niegdyś na niepodległość, na wolność Stanów Zjednoczonych. Rewolucjoniści są wyrozumiali tylko dla gmachów, które wybudowali ich dziadowie w pierwszym okresie demokracji. Chevrolet, chrysler, buick, de soto: wozy wszelkich marek. należało ją jednak zobaczyć w działaniu, zastanowić się nad programem. Przywołuje się taksówkę, taksówka podjeżdża: cadillac. Zamiast lwów i ministra widzi się teraz krążenie jasnych sukien Przywołuje się taksówkę, taksówka podjeżdża: cadillac. A przecież wiedzieliśmy, że rząd obłożył podatkami import towarów luksusowych. nad ich wejściami odzyskuje swoje prawa elektryczność jada się w nich rzeczywiście nieźle, ale rachunki nie wynoszą nigdy mniej niż trzy tysiące franków na głowę, a często sięgają powyżej pięciu tysięcy. panowie pokroju widomie międzynarodowego kontemplują nieobecnym wzrokiem te zaczarowane minerały Klatki są próżne. Niebo dziś rano bezchmurne, siedzę przy swoim stole, widzę przez okna tłum podniebnych graniastosłupów i czuję się wyleczony z tej złośliwej choroby, przez którą omal bym nie dostrzegł prawdy o Kubie. Wobec tego, powiedziałem sobie, wraz z innymi usprawiedliwiony jestem i ja. do dziś rano nie wiedziałem, co za chorobę ono oznacza. Znalazłem je czytając przemówienie, które kubański minister Oscar Pinos Santos wygłosił pierwszego lipca 1959 r. jeżeli turysta uległ mistyfikacji i odjeżdża zadowolony, jest kaleką. Doznałem uczucia, że moje dotychczasowe wyobrażenia biorą w łeb: ujrzałem nagle, że chcąc odkryć prawdę o tej wyspie, trzeba zacząć od drugiego końca. Ale już przed kilkoma dniami zrozumiałem swoją wielką omyłkę. Telefony na Kubie również należą do amerykańskiego towarzystwa, które zainwestowało w ten interes nadmiar swoich kapitałów. Telefony na Kubie również należą do amerykańskiego towarzystwa, które zainwestowało w ten interes nadmiar swoich kapitałów. Pojąłem teraz wszystko na wspak: to, co dotąd uważałem za oznaki bogactwa, okazało się w istocie oznakami zależności i ubóstwa. Mówiono mi: \"Te auta kosztują nas rocznie miliardy\". Panują nad wyspą wycieńczoną krwotokiem dewiz. Pojąłem teraz wszystko na wspak: to, co dotąd uważałem za oznaki bogactwa, okazało się w istocie oznakami zależności i ubóstwa. Przynajmniej na tym odcinku krwotok został zahamowany. Te wozy kubańskiej adaptacji będą służyć Kubie jeszcze długie lata. rząd wiedział, co robi, gdy tak mocno uderzył w import przedmiotów luksusu w Chicago, w Milwaukee ich bliźniaki leżały na cmentarzach samochodów. Koniec końców najdroższe marki były dostępne dla portfeli dość anemicznych - pod tym jednym warunkiem, że się będzie przymierało głodem. Któż to tam budował? Kubańczycy. - Tacy są bogaci? Za czyje pieniądze? Kubańczyków. Pewnego wieczoru zacząłem pytać - Franqui, dyrektora dziennika \"Rewolucja\", o tę gorączkę, która w 1952 roku opanowała Vedado. Pewnego wieczoru zacząłem pytać - Franqui, dyrektora dziennika \"Rewolucja\", o tę gorączkę, która w 1952 roku opanowała Vedado. Na Kubie bogactwem jest ziemia Nigdy się to dobrze nie kończyło: wielcy posiadacze mówili wprost, że tego nie lubią W braku ziemi uprawnej, nabywali inne tereny Maszyny się obracają, maszyny się zmieniają i zmienia się także maszyny - wszystko w ruchu: dokąd nas to zawiedzie?. to ona daje kilku rodzinom miliardy i niemalże szlachectwo. Drobni bogacze biednego kraju rzucili się za namową Batisty i otaczających go spekulantów w szaleńcze przedsięwzięcie konkurowania z Miami - nie widząc jego konsekwencji. .

Dwóch zalet wymaga się od jego gości przybywających tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. ze zdziwieniem patrzę na ich zwarzone twarze. Hotel \"Nacional\", ze swoimi dwoma graniastosłupami zębatych wieżyc, to forteca luksusu. Do samego końca dociskam urządzenie klimatyzacyjne, żeby się narozkoszować zimnym powietrzem bogaczy. Do samego końca dociskam urządzenie klimatyzacyjne, żeby się narozkoszować zimnym powietrzem bogaczy. Co im tak strasznie dolega? Miliony czy wrażliwość?. Co o nim powiedzieć? Jedwabie, parawany, kwiaty na haftach i w wazonach, dwa dwuosobowe łóżka dla mnie jednego, wszelki komfort. Nie musiałem długo dociekać, jakie przyczyny dają hotelowi \"Nacional\" jego jeszcze nie kwestionowaną dotąd przewagę. Lecz wszędzie ich pełno Strzeżonym przed ludźmi, nie przed roślinnością. Sześć pięter - i ani o jedno więcej Znaczna ich część to hotele: \"Habana Hilton\", \"Capri\" i dwadzieścia innych. Sześć pięter - i ani o jedno więcej Rewolucjoniści są wyrozumiali tylko dla gmachów, które wybudowali ich dziadowie w pierwszym okresie demokracji. zaglądaliśmy wszędzie Rewolucjoniści są wyrozumiali tylko dla gmachów, które wybudowali ich dziadowie w pierwszym okresie demokracji. Więc bądź co bądź przeciwstawianie jednej formy luksusu innej jego formie. Chevrolet, chrysler, buick, de soto: wozy wszelkich marek. Istnieje legion luksusowych restauracji Te wielkie i ozdobne karoce defilują z szybkością człowieka idącego pieszo lub stają w ogonku za ręcznym wózkiem. jada się w nich rzeczywiście nieźle, ale rachunki nie wynoszą nigdy mniej niż trzy tysiące franków na głowę, a często sięgają powyżej pięciu tysięcy. A przecież wiedzieliśmy, że rząd obłożył podatkami import towarów luksusowych. Automaty do gier zostały zlikwidowane - Uprawia się. panowie pokroju widomie międzynarodowego kontemplują nieobecnym wzrokiem te zaczarowane minerały Klatki są próżne. W \"Tropicana\" - największym dansingu świata - tłumy przy zielonych stolikach. Niebo dziś rano bezchmurne, siedzę przy swoim stole, widzę przez okna tłum podniebnych graniastosłupów i czuję się wyleczony z tej złośliwej choroby, przez którą omal bym nie dostrzegł prawdy o Kubie. Z całej wyspy zobaczy tyilko miasto o wspaniałych bulwarach, gdzie się sprzedaje w jak najbardziej nowoczesnych magazynach artykuły najwyższej jakości. Wobec tego, powiedziałem sobie, wraz z innymi usprawiedliwiony jestem i ja. Otóż nic podobnego Ale już przed kilkoma dniami zrozumiałem swoją wielką omyłkę. to tylko okoliczność obciążająca Doznałem uczucia, że moje dotychczasowe wyobrażenia biorą w łeb: ujrzałem nagle, że chcąc odkryć prawdę o tej wyspie, trzeba zacząć od drugiego końca. Samolot pikował już nosem w mrowie klejnotów, między diamenty, rubiny, turkusy. I naraz przypomniała mi się jedna z ostatnich rozmów. Samolot pikował już nosem w mrowie klejnotów, między diamenty, rubiny, turkusy. Przyjrzałem się im lepiej i wreszcie dojrzałem na nich pierwszy ślad pazura Rewolucji Telefony na Kubie również należą do amerykańskiego towarzystwa, które zainwestowało w ten interes nadmiar swoich kapitałów. Panują nad wyspą wycieńczoną krwotokiem dewiz. Otóż spoistość narodu zależy od stopnia łączności istniejącej między jego obywatelami. Posiadanie auta w Europie idzie w parze z komfortem mieszkaniowym, z zamożnością. Wkrótce jeszcze lepiej zrozumiałem system, który doprowadził do zatłoczenia ulic Hawany tymi ciężkimi machinami. w Chicago, w Milwaukee ich bliźniaki leżały na cmentarzach samochodów. Ale Kuba przez długi czas pozostawała pod wpływem Stanów Zjednoczonych: amerykańskie drobnomieszczaństwo i najlepiej płatni robotnicy mają, na kontynencie, środki na zakupienie auta. Kubańczycy przystawali na to, żeby w swoich własnych czterech ścianach przymierać, ale za to móc się pokazać publicznie przy kierownicy chryslera. - Nikt im nie proponował, żeby go stworzyć??. Niech pan sobie wyobrazi sklepikarzy w podeszłym wieku, którzy przez całe życie zaoszczędzili pięć, dziesięć tysięcy dolarów. Zresztą i tak nie sprzedałby nawet najmniejszej akcji. To najpewniejsza lokata według naszych klas średnich. To najpewniejsza lokata według naszych klas średnich. nie mogąc na nich siać, pokryli je budowlami W braku ziemi uprawnej, nabywali inne tereny droga jest pewna, bo trwa się w miejscu. Na Kubie run \"skyscrapersów\" miał tylko jeden sens: obnażył upartą niechęć oszczędzającego mieszczanina do industrializacji kraju. .

Ponieważ jednak razem występują one rzadko, więc jeżeli ktoś posiada pierwszą z nich, przyznaje mu się i tę drugą - z przymrużeniem oka. ze zdziwieniem patrzę na ich zwarzone twarze. Dwóch zalet wymaga się od jego gości przybywających tu z kontynentu: fortuny i dobrego smaku. Często spotykam w hallu rosłych Yankees (tak się jeszcze nazywa ich na Kubie, chyba żeby się mówiło Americano) Nie musiałem długo dociekać, jakie przyczyny dają hotelowi \"Nacional\" jego jeszcze nie kwestionowaną dotąd przewagę. Jest to w każdym razie problem, który mnie nie dotyczy. Vedado było strzeżonym terenem polowań. Wystarczyło, żebym zaraz po przybyciu rozsunął story: zobaczyłem sięgające nieba, smukłe, wysokie zjawy. Znaczna ich część to hotele: \"Habana Hilton\", \"Capri\" i dwadzieścia innych. Lecz wszędzie ich pełno Kiedy wzrok próbuje je połączyć, wymykają się: nie ma jedności, każdy sobie. bezład kształtów i kolorów. Potężny i wzgardliwy \"Nacional\" odwraca się plecami od tego rozgorączkowania. Ale - mówiłem sobie - przecież narodowe aspiracje Kuby nie mogły się ograniczyć tylko do tego. O rewolucji, rzecz jasna, opowiadano mi dzień w dzień Drapacze chmur z Vedado to świadkowie jej degradacji: zrodziły się wraz z dyktaturą. Chevrolet, chrysler, buick, de soto: wozy wszelkich marek. Przywołuje się taksówkę, taksówka podjeżdża: cadillac. jada się w nich rzeczywiście nieźle, ale rachunki nie wynoszą nigdy mniej niż trzy tysiące franków na głowę, a często sięgają powyżej pięciu tysięcy. Zamiast lwów i ministra widzi się teraz krążenie jasnych sukien Roi się od nich wokół Prado Roi się od nich wokół Prado Zamiast lwów i ministra widzi się teraz krążenie jasnych sukien Zamiast lwów i ministra widzi się teraz krążenie jasnych sukien Znalazłem je czytając przemówienie, które kubański minister Oscar Pinos Santos wygłosił pierwszego lipca 1959 r. Retinosis pigmentaria - to pojęcie nie z mojego słownika to tylko okoliczność obciążająca Otóż nic podobnego Źle poinformowany podróżnik ma wiele na swoje usprawiedliwienie No tak. Było to nocą: wracałem samolotem z podróży w głąb wyspy. Samolot pikował już nosem w mrowie klejnotów, między diamenty, rubiny, turkusy. Ognie rosły, klejnoty pęczniały, stawały się olśniewającymi owocami, darł się dywan nocy I naraz przypomniała mi się jedna z ostatnich rozmów. Kiedy więc Kubańczycy telefonują do siebie, ich rozmowa odbywa się koniec końców za życzliwym przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych. widziałem, jak na ziemi ukazują się świetliste łuny, ale mówiłem sobie: \"To błyszczy obce złoto\". Za każdym dzwonkiem telefonu, za każdym błyskiem neonu jakaś cząstka dolara opuszcza wyspę i, wraz z innymi, które już na nią czekają w Stanach Zjednoczonych, znów się tam zrasta w cały dolar. Co powiedzieć o kraju, którego instytucje użyteczności publicznej stanowią dzierżawę zagranicy? Przeciwstawność interesów. o, były, oczywiście, wypieszczone: ich nikle i miedzie lśniły. Panują nad wyspą wycieńczoną krwotokiem dewiz. Wkrótce jeszcze lepiej zrozumiałem system, który doprowadził do zatłoczenia ulic Hawany tymi ciężkimi machinami. w Chicago, w Milwaukee ich bliźniaki leżały na cmentarzach samochodów. Najczęściej kupują je klasy średnie. Te wozy kubańskiej adaptacji będą służyć Kubie jeszcze długie lata. - Tacy są bogaci? Za czyje pieniądze? Kubańczyków. - Nikt im nie proponował, żeby go stworzyć??. Niech pan sobie wyobrazi sklepikarzy w podeszłym wieku, którzy przez całe życie zaoszczędzili pięć, dziesięć tysięcy dolarów. Nigdy się to dobrze nie kończyło: wielcy posiadacze mówili wprost, że tego nie lubią Taki u nas zwyczaj, że wszystko w budownictwo. to ona daje kilku rodzinom miliardy i niemalże szlachectwo. Mam wrażenie, że teraz widzę na przestrzał te wielkie gmachy, te współczesne pałace, i odkrywam ich pochodzenie w złych nawyczkach kraju niedorozwiniętego gospodarczo. Drobni bogacze biednego kraju rzucili się za namową Batisty i otaczających go spekulantów w szaleńcze przedsięwzięcie konkurowania z Miami - nie widząc jego konsekwencji. to ona daje kilku rodzinom miliardy i niemalże szlachectwo. droga jest pewna, bo trwa się w miejscu. .